putin1

Putin CHCE zamrożenia konfliktu

W ostatnich miesiącach Kreml i zachodnie głosy propagandy Rosji zintensyfikowały wysiłki
zmierzające do zamrożenia konfliktu z Ukrainą. W obliczu pogarszającej się sytuacji gospodarczej i
narastających napięć społecznych, Rosja zdaje się szukać sposobu na wyjście z impasu, który sama
stworzyła. Czy taki krok faktycznie może być ratunkiem dla Kremla?

Wojna w Ukrainie, rozpoczęta w 2014 roku z działaniami wojennymi na pełną skalę już w 2022,
przekształciła się w długotrwały konflikt o ogromnym ciężarze ekonomicznym. Według szacunków
Rosja wydała na działania wojenne w 2024 roku około 71 miliardów dolarów, co stanowi 7,1% jej
PKB. Dla porównania, wydatki Unii Europejskiej na pomoc wojenną i ekonomiczną Ukrainie
łącznie przekraczają 60 miliardów dolarów, ale to jedynie niewielki ułamek ich gospodarek
(~0,36% PKB UE) w tym samym czasie deficyt budżetu Ukrainy stanowi w tym roku ~40
miliardów dolarów, czyli około 20% PKB. Myślę, że możecie wyciągnąć własne wnioski, jeśli UE
wydająca mniej niż pół procent swojego PKB jest zmęczona wojną, trudno sobie wyobrazić, co się
stanie, gdy ta wojna przeniesie się do Europy.

Rosyjski rubel osiągnął rekordowo niski poziom 114 rubli za dolara, a inflacja przekroczyła 8%.
Pogłębia to kryzys gospodarczy. Dla Rosjan oznacza to wysokie ceny i spadek realnych dochodów,
ale jak wiemy z historii, bunt w Rosji jest możliwy tylko w przypadku całkowitego głodu lub przy
wsparciu z zewnątrz.

Rosyjska opozycja to nadal zbiór żałosnych Rosjan, którzy ślinią się na praktycznie te same idee i
wartości, co ich Z-przyjaciele, Julia Nawalnaja nie zmienia swojego stanowiska w tych samych
kwestiach, co jej mąż (jak powiedział A. Nawalny: Krym to nie kanapka z kiełbasą, by go w tę i we
w tę przekazywać), czasami robiąc sobie zdjęcia z flagą Ukrainy, aby broń Boże nikt nie pomyślał,
że jest jak reszta rusofaszystów, którzy poważnie chodzą po Berlinie z rosyjskimi flagami i
wykazują tam dokładnie taki sam poziom ksenofobii, co zwolennicy Putina. Warto też wspomnieć,
że Aleksiej Nawalny uczestniczył w rosyjskich narodowych marszach, chodząc po Moskwie z
imperialną czarno-żółto-białą flagą.
Niedawno członkowie rosyjskiej opozycji, którzy zostali wymienieni przez USA, na konferencjach
prasowych mówili o tym, jak dobrze im było w Rosji i jak chcą wrócić. Oni poważnie wierzą w
swoje zwycięstwo w wyborach, działając za każdym razem na zasadzie głosowania na mniej
niebezpiecznych kandydatów. Na przykład w ostatnich wyborach chcieli głosować na Nadieżdina,
który również popierał wojnę. Jedyne, co robią tacy jak Ilja Jaszyn, to opowiadają o tym, jak nie
mają nic wspólnego z obecną polityką swojego kraju, starają się pokazać swoją niewinność, nie
chcą zwycięstwa Ukrainy, lecz jedynie „pokoju” – cokolwiek to znaczy. Jedyną prawdziwą rosyjską
opozycją, o dziwo, pozostaje Rosyjski Korpus Ochotniczy i podobne formacje nacjonalistyczne.

Międzynarodowe porażki Rosji

Na arenie międzynarodowej Rosja również odnotowuje poważne straty.

Syria: Rosja straciła swoją kontrolę nad Syrią. Kilka dni temu reżim Asada, głównego partnera
Rosji na Bliskim Wschodzie, został obalony. To największe fiasko Rosji w tym roku.
Abchazja: Protesty w Abchazji doprowadziły do dymisji prorosyjskiego lidera Asłana Bżanii.
Obawy przed pełną integracją z Rosją pokazują, jak głęboki jest kryzys zaufania między Moskwą a
jej sojusznikami.

Gruzja: Protesty po wyborach parlamentarnych i oskarżenia o ingerencję Rosji wskazują, że
Gruzja nie rezygnuje z aspiracji europejskich, mimo działań prorosyjskiego rządu. Nawet
finansowanie sił antyprotestowych nie pomogło zmniejszyć skali nowej rewolucji w Gruzji. Wręcz
przeciwnie — nawet pracownicy sektora publicznego, głównego filaru „Gruzińskiego Marzenia”,
przyłączyli się do protestów.

Rumunia: Călin Georgescu przegrał. Była to dotkliwa porażka. Jeden z największych sojuszników
Ukrainy na Bałkanach pozostaje po stronie wolnej Europy.

Mołdawia: Rosja próbowała zrobić wszystko, aby kontrolować euroreferendum i wybory
prezydenckie w tym roku. Próbowano przekupić 100 tys. osób, ale nawet elementy kontrolowane
przez Kreml, takie jak Naddniestrze, Gagauzja czy prorosyjska propaganda w diasporze ukraińskiej,
nie pomogły skłonić Mołdawii do powrotu w rosyjską strefę wpływów.

Napięcia wewnętrzne Rosji

Równie poważnym problemem dla Kremla są wewnętrzne napięcia, które narastają w obliczu
przedłużającej się wojny. Rywalizacja między liderem Czeczenii Ramzanem Kadyrowem a
przewodniczącym rosyjskiego Komitetu Śledczego Aleksandrem Bastrykinem pokazuje konflikty
w rosyjskich elitach. Spory o korupcję, wpływy na Kaukazie i napięcia etniczne grożą
destabilizacją kluczowych regionów. Do konfliktu doszło na tle komentarzy związanych z
terroryzmem i islamem. Po atakach w Dagestanie w czerwcu 2024 roku Bastrykin zasugerował, że
za zamachy odpowiadają „islamiści” oraz poparł zakaz noszenia nikabu w Rosji.
„Kołokolcew wydał rozkaz, żeby bić i zatrzymywać Czeczenów — naszych braci. A potem
wszyscy się dziwią, że z Rosją nikt nie chce się przyjaźnić. Wiecie, dlaczego straciliśmy Ukrainę i
Gruzję, a z innymi krajami mamy tak złe relacje? Bo ludzie na szczytach władzy nie wiedzą, co się
dzieje w kraju. Próżnują w swoich fotelach i nie widzą, co się dzieje za oknem” – ocenił Kadyrow.

Dlaczego Kreml chce zamrożenia konfliktu?

Zamrożenie konfliktu mogłoby przynieść Rosji takie kluczowe korzyści:
1. Redukcja kosztów: W obliczu kryzysu ekonomicznego Kreml nie jest w stanie dłużej
prowadzić działań wojennych na obecnym poziomie intensywności. Zamrożenie konfliktu
dałoby czas na odbudowę zasobów.
2. Stabilizacja wewnętrzna i zewnętrzna: Przerwa w wojnie pozwoliłaby Rosji
skoncentrować się na łagodzeniu napięć wewnętrznych i zewnęrznych, szczególnie na
Kaukazie i w Europie.
3. Osłabienie Zachodu: Konflikt o niskiej intensywności mógłby pogłębić podziały w Unii
Europejskiej i osłabić jej wsparcie dla Ukrainy.
Putin próbuje grać na czas, ale jednocześnie wysyła sygnał o słabości swojego reżimu. Zamrożenie
konfliktu mogłoby pomóc ustabilizować sytuację w Rosji.

Sytuacja przypomina początek II wojny światowej.
W 1939 roku mówiono: „Dlaczego mamy umierać za Gdańsk?”
Dziś mówi się: „Dlaczego mamy umierać za Donbas? To nie nasza wojna.”

Vladyslav P.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wordpress Social Share Plugin powered by Ultimatelysocial
Przewijanie do góry