Ostatnim czasem rozbrzmiało się echem weto prezydenta Karola Nawrockiego względem ustawy o kryptoaktywach, która jest implementacją prawa Unii Europejskiej. Wraz z coraz częstszymi i głośniejszymi stękami strony rządzącej ścierających się wewnątrz siebie o większy absurd, dochodzę do po prostu smutnej konkluzji. Tak właściwie to nie teraz ją zrozumiałem, ale kryptowaluty jedynie obnażyły zdolności intelektualne wielu polityków.
Miałem okazję odbywać staż w Sejmie w trakcie rozpoczęcia pracy nad tą ustawą i oglądałem wypowiedzi pani poseł sprawozdawczyni projektu po wyjściu ustawy z komisji. Ci którzy się tematem interesują pamiętają “stabletkojny”, “blakczajn” i inne fachowe sformułowania wypowiedziane przez Krystynę Skowrońską, poseł PO/KO od… 2001 r, bez przerwy (może by się przydała?). Inne piękne błędy i tezy, np. równie wiekowego Dariusza Wieczorka z Lewicy (jako minister szkolnictwa wyższego i nauki przyczynił się do ujawnienia tożsamości, a tym samym zwolnienia sygnalistki na Uniwersytecie Szczecińskim), że kryptowaluty w ciągu jednego dnia od weta straciły 50% wartości. Fajnie jakby decyzje polskiego prezydenta miały takie znaczenia o charakterze globalnym…
Jak się nie wie co to jest, to najlepiej zakazać! No tak, nie inaczej przecież wypowiedział się Jarosław Kaczyński, którego poplecznik Jacek Sasin ostatnio stwierdził… że PiS jest partią dla młodych. Niemniej jednak jak coś jest szemranego w Polsce, to wiadomo że od ruskich. Idąc tą piękną logiką uzasadniono, że ochrona kryptowalut przed nadmierną regulacją (polska ustawa nadwyraz reguluje to co wskazała unijna dyrektywa) jest po prostu byciem na usługach Moskwy. W związku z tym może lepiej posłuchać prezesa PiS i zakazać tych nikczemnych zdecentralizowanych przesyłów danych sieciowych, które poprzez technologię “blakczajn” są rozsiane w sposób niekontrolowany oraz są anonimowe? Warto spróbować, następnie może ustawą zrobimy wodę suchszą od piasku.
Bardzo podobało mi się jeszcze niezwykła ekscytacja oraz poparcie dla bardzo głębokiej refleksji Kaczyńskiego w intelektualnych środowiskach lewicy. Chociażby Jakub Dymek, współtwórca podcastu Dwie Lewe Ręce czy aktywista Jan Śpiewak wyrazili dozgonne wsparcie oraz rację prezesa. Atmosferę śmiechów oraz chichów można ciągnąć bardzo długo, jednak wykazują problem nie tylko w tej sprawie, ale ogólnie o nich samych.
Kwestię autorytetów dla wielu bardziej zaangażowanych myślowo osób w politykę, tych powyżej, pozwolę sobie pominąć, bo na szczęście nie mają istotnego wpływu na nasze życie. Chociaż ich poglądy mogą przesiąkać umysły nieświadomych, to są nieszkodliwe do czasu ich ograniczonej popularności. No cóż, Polska krajem łaskawym dla lewicy nie jest, bowiem nawet w czasach dominacji SLD na początku tego wieku, z lewą stroną miało to niewiele wspólnego.
Wracając jednak do meritum – patrząc na wypowiedzi polityków przeróżnej maści jak to kryptowaluty są rosyjskim narzędziem, ceny globalnie spadają o 50% czy przez sam przedrostek “krypto” są niebezpieczne, jak można dalej mieć zaufanie do władzy? Skoro ambitnie 460 osób uważa, się za kompetentnych do wypowiadania się w tak trudnej materii (z czego z pewnością jest tam kilku ekspertów, kilku!) , tworząc z tego temat debaty publicznej wśród jeszcze mniej zorientowanych niż oni sami zwykłych ludzi to można im ufać w kontekście “eksperckości” w innych obszarach?
Jeżeli minister sprawiedliwości Waldemar Żurek nagle na mównicy sejmowej odkrywa, że Bitcoin nie jest bezpiecznym środkiem inwestycyjnym, to mi ręce opadają. Żadna inwestycja nie jest bezpieczna! Ryzyko inwestycyjne jest podstawą całej tej gry, tak bardzo znienawidzona przez wiernopoddańczą bezpieczeństwu lewicę spekulacja jest istotą pomnażania kapitału oraz budowy innych fortun. Kredyt, inwestycja, ryzyko – to jest podstawa! Czy w związku z tym państwo panie ministrze powinno organizować obywatelom tak uregulowany rynek, że nieważnie jak idiotycznie akumulowany kapitał zawsze przyniesie zysk, nawet pomimo obiektywnych strat zainwestowanych aktywów?
Przecież to jest absurd, a on jedynie się tutaj ujawnia. Co z energetyką, uzbrojeniem, sztuczną inteligencją? Czy wyskoczą nam tutaj kolejne leśne dziadki z Koalicji Obywatelskiej, które po kursie, czyli przeczytaniu instrukcji na dany dzień, będą wypowiadali się na te tematy? Jestem pełen żalu i niezrozumienia dla tych, którzy w systemie pełnej demokratyzacji życia publicznego, gdzie każdy może wziąć sprawy w swoje ręce i ruszyć na ul. Wiejską, w dalszym ciągu wierzy w “sprawcze” państwo.
Kolejni populiści, tym razem spod szyldu Razem, zyskują rząd dusz młodych. Właściwie tylko ich, ponieważ ich poparcie w kolejnych, starszych grupach wyborczych jedynie spada – taka kolej rzeczy radykalizmu. Co mówią nam głośni i pełni agresji lewicowi krzykacze? Więcej państwa, więcej! My damy radę, wiemy jak to zrobić i wszystko mamy policzone. Gdyby tylko ludzkie potrzeby jakiegokolwiek rzędu dało się zamknąć w tabele oraz wyliczenia na kalkulatorze. Gdyby tylko istniało w jakimś innym, obcym nam transcendentalnym wymiarze “państwo”, które jest wolne od ludzkich grzechów i pięknie zaprojektuje nam życie. Szkoda tylko, że za tym wszystkim stoją ludzie i prędzej czy później będą przeżarci, skonsumowani, aż zaczną gadać o “stabletkojnach” tak jak pani Skowrońska.
Im więcej kompetencji, tym więcej niepowodzeń i wykazań ich braku wiedzy oraz zrozumienia. Niestety dalej większość społeczeństwa żyje w tej nieświadomości, łudzi się w omnipotencję państwa, która mówi że jak może, to może i przezwycięży wszelkie prawa ekonomii, a nawet jeśli chce to grawitacji. Nie wierzę w takie państwo, ponieważ za każdym z nich stoi człowiek, który jest niedoskonały, ale próbuję jednak być wszechmożliwym – rozwiąże każdy problem ludzi większą machiną ludzi. To takie proste.
Nie twierdzę, że wszystko należy porzucić i zostawić pastwie losu, jednak nie mogę się zgodzić na myśl tego, że w myśl Benito Mussoliniego z “Doktryny faszyzmu” odpowiedzią na każdy problem jest państwo – podświadomy symbol siły, sprawczości oraz porządku. Niestety świat jest brutalny i mniej lub więcej z ludzi będzie cierpiało. Trzeba się na to uzbroić w grubą skórę. Nie oznacza to jednak, że mamy rezygnować ze wszystkiego co przyrodzone do naszej wolności, oddawać całą sprawczość oraz wiarę w ludzi takich jak my (często nieudolnych cyników), którzy również są niedoskonali, nieracjonalni, pożądliwi, ograniczeni poznawczo.
Łatwo z ław opozycji krzyczeć czego to się nie zrobi, ponieważ państwo to “nieskończony aparat możliwości”, nie ma żadnych barier, a wystarczy po prostu brać kasę od tych złych bogoli (gorzej jak się skończy…). Równie łatwo być ekspertem od wszystkiego, czyli do niczego, ale niestety jeszcze łatwiej popaść wielu z nas w pułapkę myślenia, że oni wszyscy mówią słusznie. Nami idiotami rządzą no cóż, idioci wybrani spośród nas i niczym wielkim się od nas nie różnią antropologicznie, a często również intelektualnie. W związku z tym nie pokładam jakiejkolwiek wiary w silne państwo i nigdy nie stanę po stronie tych, którzy chcą mu zawierzyć wszystkie możliwości mając na uwadze jakieś jego niezwykłe cechy.
PO w 2001 r. też miała być ideową oraz przemyślaną odpowiedzią na problemy AWS, a później skompromitowane niezliczoną ilością afer korupcyjnych oraz biedą rządu Leszka Millera. Teraz jest Razem, a w przyszłości? Nie wiem, ale brak umiejętności akceptacji zła na świecie źle się ostatecznie kończy, a tym bardziej źle jest kiedy walczy się z nim domniemanym “dobrem absolutnym”… na który składają się podatni na to całe zło zwykli ludzie.





