Już w czerwcu miliony kibiców zasiądą przed telewizorami, by wspierać swoje reprezentacje. Jednak ten mundial nie będzie turniejem, o którym marzyły pokolenia kibiców. Donald Trump i jego administracja mają inny plan: chcą uczynić ze stadionów platformę dla haseł MAGA, działań służb imigracyjnych i własnej, agresywnej agendy.

Ilustracja (AI Grok/Mateusz Karcewicz)
Gdy prezydent FIFA, Gianni Infantino, wręczał Donaldowi Trumpowi „Pokojową Nagrodę FIFA”, świat przecierał oczy ze zdumienia. Trofeum było istnym dziełem sztuki: sięgające dłonie otaczające złoty, precyzyjnie wypolerowany glob. Przeciętnego człowieka od samego spojrzenia uderzyłby barokowy przesyt, ale nie prezydenta USA. On już gościł w swoim gabinecie takie relikwie. Nie tak dawno pozował do zdjęć z pucharem Klubowych Mistrzostw Świata, a w jego gabinecie od miesięcy stoi replika nagrody głównej reprezentacyjnego mundialu.
Stadion dla polityki Trumpa
Blask złotych insygniów w Gabinecie Owalnym to jednak zaledwie rekwizyt w szerzej narracji. Trumpowi zawsze chodziło o jedno: wizualne udokumentowanie własnej hegemonii. Wciąż poirytowany brakiem Pokojowego Nobla, desperacko potrzebował trofeum, które ukoi jego podrażnione ambicje, a z pomocą przyszedł jego „najdroższy przyjaciel” – sam szef FIFA.
Jako sprawny technokrata, Gianni Infantino wiedział, że pozostawienie amerykańskiego partnera w próżni byłoby wymierne w skutkach. Postanowił więc potulnie grać w grę amerykańskiego prezydenta i dogadzać partnerowi, drżąc o każdy milimetr wizerunku swojej organizacji. Wręczenie trofeum za rzekome zakończenie niezliczonych kryzysów, w istocie było tylko uroczystą koronacją, ostatecznym aktem abdykacji organizacji z roli zarządcy Mistrzostw. Biały Dom od dawna zdawał się bezpardonowo przejmować inicjatywę, a sam prezydent USA nigdy nie ukrywał swoich ekspansyjnych ambicji. Międzynarodowa federacja sportowa tylko była tych ambicji kolejną ofiarą. Jak się zresztą okazało – wyjątkowo wygodną.
ICE na stadionach
Zauważając pasywną postawę FIFA, Biały Dom odrzucił dyplomatyczne konwenanse ustami Andrewa Giulianiego – politycznego nadzorcy mundialu. Pytany przez dziennikarzy o potencjalne naloty służb imigracyjnych (ICE) bezpośrednio na stadionach, odparł wprost, że „prezydent nie wyklucza niczego, co mogłoby poprawić bezpieczeństwo amerykańskich obywateli”.
Negatywne nastroje w styczniu 2026 roku próbował tonować Alex Lasry – członek komitetu organizacyjnego New York i New Jersey. W rozmowie z Front Office Sports ujawnił, że organizatorzy zostali zapewnieni, iż obecność Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego (DHS, któremu podlega ICE) nie będzie się różnić od tej, jaka miała miejsce na każdym wydarzeniu sportowym przez ostatnie trzy dekady. Tymczasem zaledwie miesiąc później sam dyrektor ICE, Todd Lyons, potwierdził, że służby imigracyjne – a w szczególności jednostka śledcza Homeland Security Investigations – stanowią „kluczowy element aparatu bezpieczeństwa nadchodzącego mundialu”.
Infantino w Radzie Pokoju
Jednak apolityczna fasada federacji ostatecznie runęła, gdy Gianni Infantino podpisał umowę z Radą Pokoju Donalda Trumpa. Przypomnijmy, że w jej skład wchodzi między innymi Benjamin Netanyahu – premier Izraela, za którym Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze wydał nakaz aresztowania pod zarzutem zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości.
Do uroczystego podpisu doszło w lutym 2026 roku. Umowa zakłada realizację czterech faz na terenie Strefy Gazy: od systematycznego wprowadzania infrastruktury, przez programy szkoleniowe, aż po budowę stadionu narodowego liczącego około 20 000 miejsc.
Choć cel wydaje się szczytny, pod płaszczykiem szlachetnych ambicji odbudowy, Infantino w rzeczywistości poparł działalność instytucji, która z deklarowanym pokojem ma niewiele wspólnego. Czysty pragmatyzm nakazuje zauważyć, że nie jest to inicjatywa o charakterze sportowym, lecz politycznym – będąca de facto legitymizacją działań Izraela, z którym Trump aktywnie buduje zacieśnione relacje.
Jednocześnie słynne już słowa Trumpa o „moim chłopcu” (bo tak nazywa obecnego szefa FIFA) w kuluarach przestano postrzegać jako zwykły bon mot. Stały się trafnym opisem nowej, pionowej hierarchii.
Mundial w rękach USA
Gdy w 2015 roku Sepp Blatter rezygnował ze stanowiska prezydenta FIFA, publiczną dewizą organizacji było słowo „korupcja”. Miał to zmienić jego następca – Gianni Infantino. W rzeczywistości plan odbudowy wizerunku legł w gruzach, a kariera nowego prezydenta to nieustanny taniec na granicy prawa i etyki zawodowej. Za poprzednich rządów pieniądze przynajmniej przepływały rurociągami między szczeblami sportowych organizacji. Obecnie, te rurociągi zatrzymują się również na stacjach, gdzie geopolityczne napięcie da się posmakować językiem. Dziś sam Blatter – symbol sportowej korupcji – popiera bojkot turnieju organizowanego przez swojego następcę.
W pogoni za biznesowym sojuszem, Gianni Infantino całkowicie się przeliczył. A całe mistrzostwa świata, które obwieszczane są mianem największego wydarzenia sportowego w historii, zależą już tylko od jednego – jednocześnie niezwykle potężnego – człowieka: Donalda Trumpa.





Ciekawe, ale tam jest zupełnie inny problem:
Infantino tak samo wchodził w dupe Putinowi i szejkom podczas poprzednich mundiali
Dla niego liczy się tylko kasa, bilety na ten mundial są horrendalnie drogie, FIFA trzyma łapę nawet na stadionowych parkingach, gdzie cena potrafi sięgać nawet 200USD za mecz, podczas gdy w trakcie meczów NFL czy MLS kosztują max 20
Poszczególne miasta rezygnują ze stref kibica, bo FIFA chce je zrobić płatne.
Iran pewnie zrezygnuje z występu z oczywistych powodów, kibice kilku krajów nie dostaną wiz (Iran, Irak jeśli zastąpi Iran, Haiti).
Generalnie jebnięty narcyz to jedna sprawa, a skorumpowane FIFA, dla którego ważniejsza niz futbol jest kasa to drugie.
Mundial będzie do dupy: na bogato i z fajerwerkami, ale piłka gdzieś daleko w tle