W tekście znajdują się tajemnicze nawiasy, w których umieszczone zostały cyfry lub liczby okraszone gwiazdką, na przykład „xyz(100*)”. To nic innego, niż odwołania do bibliografii z której korzystałem podczas pracy nad tym esejem. Znajduje się ona „na samym dole”.
Życzę dobrej lektury,
Zatroskany losem demokracji mieszkaniec Jerozolimy.
….
Kwietniowe poranki w Jerozolimie są bardzo nieśmiałe. Niechętnie i leniwie wyłaniają się spod ciepłej pierzyny. Niska warstwa chmur zaciemnia niebo, a ledwie wyczuwalny wiatr przesuwa się uliczkami starego miasta. Jeruzalem słynie z gęstego zapachu wilgoci, jakby sama przyroda wstrzymywała oddech, oczekując na to co przyniesie dzień. Słońce, choć obecne, nie potrafi przebić się przez gęste sklepienie niebieskie, jakby mrok wkradł się w serca ludzi i w samą duszę miasta. Kwietniowe „Święte Miasto” można porównać do kwiatu, któremu ciężko jest wzrastać. Potrafi być szare i nijakie, lecz od święta zaskakuje gamą genialnych uroków. Uważny czytelnik wyłapie fakt,że przestawiony tutaj rys pogodowy to apatyczna alegoria innego zjawiska. Lecz nie wyprzedzajmy faktów.
By zbadać to enigmatycznie „zjawisko” o którym dzisiaj kilka słów, posłużymy się stolicą Izraela – „Mekką chrześcijan” – oraz szczyptą historii, nutą ironii i garścią refleksji. To będzie kolejny esej o tym, że istnieją problemy ponadczasowe, których rozwiązanie wydaje się być niemożliwe do zrealizowana. Ujrzysz spektakularny pojedynek pomiędzy rewolucją „filozoficzną” i „fizyczną”. Oczywistym jest fakt, że batalię wygra ta druga, która jest polityczną matką świata. Szkoda,że zazwyczaj umiera przedwcześnie, pozostawiając po sobie masę stęsknionych za nią sierot. To tyle słowem wstępu. Włączymy wehikuł czasu i rozsiądźmy się wygodnie w jego podgrzewanych od spodu fotelach, gdyż podróż trochę potrwa. By nie zanudzać ciszą – wprowadzę Cię w temat.
Chrześcijanie na całym świecie obchodzą w kwietniu Święto Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Święcą wtedy koszyczki, malują jajka, myją okna w domu i szorują wszystkie możliwe podłogi. Każda matka chce, by „świętą były na tip-top”. W końcu Jezus Chrustus, Pan i Zbawiciel przezwyciężył mroki śmierci i zdjął z ludzkości jarzmo grzechu. Trzeba się cieszyć!. Mamy przecież wielkie szczęście, że ktoś wziął nasze grzechy „na klatę”. W ferworze świątecznych przygotowań, spora część radujących się – zapomina jednak o istotnym sczególe… Wypieramy ze świadomości fakt, że to My skatowaliśmy, upodliliśmy i zabliliśmy w bestialski sposób tego Bogu ducha winnego Galilejczyka… Jak to się stało? Odpowiedź może wydawać się trywialna… Po prostu użyliśmy do tego demokracji.
Ewangelista Mateusz w swoim opisie procesu Jezusa z Nazaretu wspomina; „A na każde święto namiestnik miał zwyczaj uwalniać jednego więźnia, którego chcieli. Trzymano zaś wtedy znacznego więźnia imieniem Barabasz. Gdy się więc zgromadzili, spytał ich Piłat: Którego chcecie,żebym wam uwolnił, Barabasza czy Jezusa zwanego Mesjaszem? (…) Tymczasem arcykapłani i starsi ludu (Drogi Czytelniku, zwróć uwagę na siłę zepsutego autorytetu, który potrafi zarządzać demokratycznym procesem, gdy jego czynni uczestnicy oddają mu swój zdrowy rozsądek i krytyczny pomyślunek. przyp. autor) namówili tłumy, żeby zażądały uwolnienia Barabasza, a domagały się śmierci Jezusa. Pytał ich namiestnik; Którego z tych dwu chcecie,żebym wam uwolnił? Odpowiedzieli; Barabasza! Cóż więc uczynić z Jezusem, którego Mesjaszem nazywają? Zawołali wszyscy: Na krzyż z Nim!”(1*).
Zatrzymajmy się na chwilę przy postaci Barabasza. Filozof i teolog Józef Ratzinger, znany szerszemu gronu jako Benedykt XVI, w swojej głośnej monografii „Jezus z Nazaretu” (2*) dokonuje głębokiej analizy tej postaci, zestawiając Barabasza z głównym „bohaterem” Nowego Testamentu. Niemiec podkreśla, że imię „Bar-Abbas” w dosłownym tego słowa znaczeniu oznacza „Syn Ojca” (3*), co tworzy uderzajacy paralelelizm do „prawdziwego” Syna Ojca, czyli Jezusa Chrystusa. Papież Benedykt trafnie zauważa, że wybór przed którym stanął tłum, nie był jedynie wyborem pomiędzy dobrym człowiekiem a złoczyńcą, który sprzeniewierzył się władzy rzymskiej, popełniając przy tym morderstwo. Wybór ten stanowi fundamentalne dylemat dotyczący natury zbawienia i roli Mesjasza w świecie. Odrzucam jednak rozważania teologiczne, na rzecz jeszcze jednej tezy. Otóż dwie opcje zaproponowane przez Piłata mówią nam wiele o naszych emocjach, którymi kierujemy się podczas podejmowania demokratycznych WYBORÓW. Od tysiącleci skłaniamy się bardziej ku rewolucji uzewnętrznianej przez fizyczny bunt, odrzucając intelektualne i idealistyczne podejście do reform społecznych(4*).
Barabasz jest symbolem mesjanizmu politycznego i rewolucyjnego, który jak perpetum mobile dąży do zaprowadzenia suwerenności i wolności poprzez walkę zbrojną i przemoc. Barabasz był zapewne zelotą, czyli bojownikiem o wolność Izraela(5*), którego działania miały na celu natychmiastową zmianę ładu społecznego i politycznego. Dla ludzi mu współczesnych, podobnie jak dzisiaj, postać tego typu wydawała się być bardziej zrozumiała i atrakcyjna, gdyż ofiarował on emocje gniewu i buntu wobec, nazwijmy to „okropnego establishmentu”. Jezus mówił, że „Kto mieczem wojuje, od miecza ginie”, kazał „nadstawiać drugi policzek” i płacić podatki cezarowi(6*) – oferując w zamian wyzwolenie się z kategorii „ludzi zniewolonych” poprzez uczynienie swojego własnego życia bardziej wartościowym. Propozycja Jezusa z Nazaretu to nic innego, jak wezwanie do intelektualnej odwagi w refleksji nad samym sobą. To właśnie dlatego w demokracji PRAWDZIWI Mesjasze zawsze ponoszą porażkę. Fałszywych „Synów Ojca” -Bar-Abbasów – czeka świetlana przyszłość. Dzisiaj mówimy, że „lepiej wybijają się ze swoim przekazem”. Z Barabaszami tego świata łatwiej się utożsamić.
Osobiście „cieszę się”, że tłum wybrał Barabasza. Oprócz tego,że mam 5 wolnych dni w kwietniu, mogę przyjrzeć się temu co ważne w ciekawych ujęciach filozoficznych. Nie uważam, by odrzucenie Jezusa było tragicznym błędem. Było lekkim nieporozumieniem, który wynika ze słabości zarządzania państwem przez „rozemocjonowany tłum”, nazwany pięknie w słowniku „olchokracją”(7*). Wybór Barabasza to wybór przywódcy stworzonego na miarę ludzi słabych i intelektualnie bezsilnych. Tak jak wspomniałem, Wódź-Barabasz to facet, który posługuje się siłą, by naprawić świat. Szkoda tylko, że wbija śrubki ciężkim młotem, zamiast użyć śróbokrętu. Jego wybór przez narody, powiela się bez przerwy na przestrzeni politycznych dziejów świata. W ujęciu Ratzingera, Barabasz pozostaje symbolem fałszywych obietnic, które zamiast nieść pokój, utrwalają spiralę nieszczęścia ludzkości. I coś w tym jest!
Bo śmierć Jezusa, podobnie jak śmierć Sokratesa(8*), stanowi koronny dowód na to, że ludzie którzy odważnie głoszą racjonalne myśli, są postrzegani jako zagrożenie dla porządku społecznego, który musi (podkreślam jeszcze raz – musi!) być oparty na połączeniu naszych zaściankowych lęków, stereotypów i przywar z rozsądkiem nielicznych jego uczestników. Niestety,ta równowaga bardzo łatwo się przechyla. Wystarczy impuls, iskra, która rozpala ogień. Tą iskrą jest zwycięstwo emocji nad krytycznym myśleniem. Jak długo demokracja będzie zabijać Chrystusów? Moim zdaniem zawsze. Lubię domokrację. To najwygodniejszy ustrój dla człowieka, który jest przecież istotą społeczną w ujęciu m.in Arystotelesa(9*). Rozkładamy w nim ciężar decyzji na wszystkich. Im ciężar niższy, tym odpowiedzialność za swoje wybory jest lższejsza. Wszystko ma swoje plusy dodatnie i plusy ujemne.
Wracamy do Jerozolimy?
Wspomniałem o fałszywych autorytetach, które psują naszą demokrację. Dzisiaj podobnych faryzeuszy jest wielu. I nie chodzi mi nawet o ich poglądy, gdyż każdy ma prawo do posiadania własnych. Niektórzy z dzisiejszych „uczonych w piśmie”,podobnie jak w antycznej Jerozolimie, wykorzystują zdobyte przy pomocy nauki, sławy czy podziwu uroki do celów czysto propagandowych. Oczywiście, nie każdy współczesny intelektualista zachowuje się podobnie. Najbardziej żałosna garstka spośród ich grona występuje dzisiaj w telewizajach i w interecie, „namawiając tłum do uwolnienia Barabasza”. Szkodzą, manipulują faktami, polaryzują. Nie będę wymieniał ich z nazwiska, gdyż chciałbym poświęcić im jak najmniej czasu (tutaj). To zdecydowanie temat na osobny odcinek. Oczywistym jest również fakt odróżnienia kontekstu politycznego sprzed dwóch tysięcy lat od tego, który obserwujemy dzisiaj. Ważne jest tylko zrozumienie uniwersalnych mechanizmów, które uważam za wady fabryczne demokracji.
Nie zamierzam atakować tłumu… Był on, jak to zazwyczaj bywa, wykonawcą woli silniejszych i bardziej wpływowych. Przeciętni „Kowalscy” mają zazwyczaj inne rzeczy na głowie. Ponoszą trudy własnego życia i rozbieranie na czynniki pierwsze polityki nie jest im po prostu w smak. Można zarzucić demokracji ,w ujęciu które na potrzeby tego tekstu delikatnie przerysowałem – konformizm. Osobiście polemizuję z tym twierdzeniem. Konformizm to „postawa polegająca na podporządkowaniu swoich zachowań normom obowiązującym w pewnej grupie”(10*), jest więc czymś radykalnie oddmienym od przyjęcia cudzych założeń ideologicznych, które mają na celu przyniesienie korzyści nieliczej grupie. Postawa jerozolimskiego tłumu, wynikała, tak jak wspomniałem wcześniej, z naszej ludzkiej potrzeby utożsamienia się z czymś, co wydaje się być silne. Brak odważnych liderów pogłębia niepewność i chwiejność systemu „rządów ludu”. Jak widać, jest tak od zarania politycznych dziejów świata.
Teraz skrytykujemy Piłata, który powinien stać na straży powagi państwa i prawa, co wynikało przecież z zakresu jego obowiązków. Moim zdaniem, to na Nim ciąży największa wina, gdyż jako sędzia kierował się własnym interesem (sprzeciw wobec żądań tłumów, równał się jego dymisji). Gdy władza poddaje się populizmowi, by „chronić własną skórę”, grzeszy jego legitymizacją (uznaniem,że proponowane przez demagogów reguły demokracji są akceptowalne, gdyż nawet przedstawiciele władzy uciekają się do tych samych płytkich chwytów). Rola strażnika „reguł demokracji”, w której rzymski namiestnik się nie odnalazł, służy gaszeniu iskier, zanim przerodzą się piekielny pożar.
Mateusz Ewangelista pisze; „Piłat widząc,że nic nie osiąga,a w zburzenie wzrasta, wziął wodę i umył ręce wobec tłumu, mówiąc; Nie jestem winny krwi tego sprawiedliwego. To wasza rzecz”. (10*)To klasyczny manewr braku konfrontacji prawdy ze skrajną opinią w olchokratycznej przestrzeni. Poncjusz Piłat poświęca merytorykę oraz sprawiedliwość, na rzecz zaspokojenia żądzy ludu. Gdyby tego nie zrobił, zostałby odwołany przez swojego szefa (cesarza rzymskiego Tyberiusza) za „brak efektywności i budowanie podziałów pomiędzy władzą a poddanymi”. Nie znano wtedy zasady, która mówi o tym, że w razie wątpliwości rozstrzyga się zawsze na korzyść oskarżonego. Piłat chłodno kalkuluje i wie, że czyni źle, lecz robi to w imię iluzorycznego pokoju. (11*)
Proces Jezusa Chrystusa obnaża największe słabości demokracji, która pomimo swoich świetnych stron, raz na jakiś czas przeżywa ciężki zawał serca. Działo się tak blisko dwa tysiące lat temu i dzieje się po dziś dzień. Analizuję ten temat z troski, lecz również w wyniku palącej mnie ciekawości na temat Twojej i mojej natury. Drogi Czytelniku, jeśli kiedykolwiek dostaniesz władzę w swoje ręce – nigdy ich nie umywaj (rąk).
W demokracji, władza musi przecież formalnie należeć do woli ludu, jednak jej wykonawcami powinni być liderzy zdolni do podejmowania niepopularnych decyzji. Najniebezpieczniejszy dla demokracji jest element zarządzania informacją poprzez podporządkowanie się chwilowej i chwiejnej emocji więkoszości, unikanie odpowiedzialności oraz brak podejmowania dobrych, lecz sprzecznych z nastrojami społecznymi decyzji. Choć to ostatnie może przynieść krótkotrwałą stabilizację, w dalszej perspektywie prowadzi do totalnej erozji zaufania i osłabieniu instytucji pańtwa.
Zwracam się więc do Ciebie, Piłacie – uwolnij Jezusa. Bądź odważny. Światu (i demokracji) przyda się trochę przekory, szególnie w kwietniu 2026 roku. Mam Cię na oku.
Pozdrawiam,
Mateusz.
Bibliografia;
1*) „Ewangelia według Świętego Mateusza” – Mateusz Lewi (Ewangelista), rozdział 27 – werset 15 do 27.
2*) „Jezus z Nazaretu. Część II” – Joseph Ratzinger jako Benedykt XVI, rozdział „Od wjazdu do Jerozolimy do Zmartwychwstania”.
3*) „Wikisłownik” – https://pl.wiktionary.org/wiki/Barabasz – myślę,że to „wyczerpujące” źródło.
4*) „Państwo” – Platon z Aten, księgi 6 i 7. To fndament europejskiego idealizmu jako takiego. Warto również odnieść się do całościowej pracy intelektualnej Kanta i Hegla, lecz to Platon jest najistotniejszą postacią z punktu widzenia wywodów o obiektwynych ideach w polityce i prawie (chociaż nie zawsze przedstawiał racjonalne poglądy).
5*) „Wikipedia” – https://pl.wikipedia.org/wiki/Zeloci oraz bibliografia załączona do cytowanego tekstu.
6*) Posłużę się skrótami do cytatów z Ewangelii Mateusza, której używałem. Zainteresowany tym czytelnik z łatwością odnajdzie to co trzeba. Umieszczam odnośniki zgodnie z kolejnością zaprezentowaną w eseju (Mt – tytuł i autor, rozdział, werset oraz „słowo klucz”) – „Mt 26, 52 -miecz”, „Mt 5, 39 – policzek”, „Mt,22,21 – podatki”.
7*) „Wikipedia” – https://pl.wikipedia.org/wiki/Ochlokracja – bardzo dobitny jak na „Wikipedię” opis omawianego zjawiska. Umieszczam również odnośnik do słownika PWN – https://sjp.pwn.pl/sjp/;2569516.html
8*) „Fedon” – Platon z Aten, ostatnie strony dialogu.
9*) „Historia Doktryn Politycznych i Prawnych”, K. Chojnacka i H. Olszewski – rozdział o Arystotelesie.
10*) Patrz na punkt 1*
11*) Patrz na punkt 2*
Odniesienia do Wikipedii nie są wyrazem lenistwa. Po prostu uważam, że potrafią one w merytoryczny sposób oddać istotę problemu do którego się odnoszą i nie „nudzą”.






Odnośnik zwrotny: Nowy wspaniały świat Itamara Ben – Gvira. Izrael wprowadza karę śmierci dla Palestyńczyków. - Polityka, Dyskusja, Konfrontacja, Opinie