Rada Pokoju zainicjowana przez Donalda Trumpa jest kolejnym ekscentrycznym, egoistycznym i nadzwyczaj szkodliwym dla zachodniej strefy bezpieczeństwa wybrykiem. Zapraszanie każdego kto mógłby być równie potulny co Maria Corina Machado, która wręczyła prezydentowi USA swój noblowski medal, oczywiście jedynie betonuje rozerwanie między dwoma dotąd sojuszniczymi stronami oceanu atlantyckiego. Niemniej jednak czy jest coś w tym więcej?
Gdzieniegdzie znowu słychać alarmujące po raz setny wezwania o faszyście burzącym porządek prawa międzynarodowego, głosy o upadku wartości i ogólnej beznadziei. Skoro nie jest to pierwszy i z całą pewnością nie ostatni raz, to w takim razie jest jakaś głębia? Czy w końcu jest w tym jakaś analogia do innych zjawisk, których tak bardzo boją się przedstawiciele głównego nurtu? Czy równie wielki strach jakim jest eurodeputowany Grzegorz Braun ma tutaj analogicznie odzwierciedlenie?
Temat jest szeroki i bardzo głęboki, ponieważ idąc krok za krokiem przekraczamy barierę współczesnej masówki medialnej. Można zauważyć więcej, genezę oraz charakterystykę tych niepojętych dla chełpiących sobie mądrych, wykształconych pogromców faszyzmu.
Faszyzm współcześnie?
Profesor Marcin Matczak psychologizując wiele aspektów życia konstruuje koncept faszyzmu psychologicznego, odzwierciedlającego się w zachowaniu, postawach oraz szacunku do norm. Fakt że jest przypisywany właściwie jedynie prawej stronie trochę mówi o tym sformułowaniu, jednak mimo to jest dosyć ciekawy, ponieważ rozszerza nam znaczenie tego słowa. Po co? Za pewne aby móc uzasadnić jego dalsze używanie jako straszaka, stracha na wróble, który stosowanie wykorzystany pozwala ignorować merytorycznie “faszystów”. Tworzy dystans pomiędzy „nami, normalnymi”, a obcymi nam potencjalnymi wrogami, którzy są zagrożeniem dla „naszego” porządku. Ten dystans jest sztuczny szczególnie w relacji z skrajną lewicą.
Generalnie rzecz ujmując ubliżając kogoś jako faszystę widzimy kogoś konserwatywnego, raczej biednego, słabego, niespełna rozumu oraz świadomości. Przecież jak faszysta może być lepszy, normalny? Tylko by siedział na fotelu i wzdychał jakby to było fajnie, jeśliby tych bardziej pałowali, a jednych zamknął w ciemnogrodzkim lochu. Nic tylko pustka i prymitywny resentyment. Skoro jest faszystą, nie ma po co z nim dyskutować, nie jest normalny. Niestety wśród przynajmniej polskiego głównego nurtu istnieje rzeczywisty relatywizm wobec skrajnej lewicy jak i prawicy, spośród których jedni są odrzucani jako faszyści, a drudzy pobłażliwie tolerowani. Nie wiem czy są to faszyści, ale z całą pewnością jest to ruch alternatywy dla samej alternatywy, bez większego podłoża w treści podobnie jak odpowiednicy z lewego ekstremum.
Nie taka prawa prawica
Patrząc na tych, którzy są faszystami uzewnętrzniają się zdecydowanie inne cechy, które są właściwie antytezą tradycyjnej prawicy. Było tak 100 lat temu jak i teraz. Czy aby na pewno można Donalda Trumpa nazwać konserwatystą? Ulubieńca porządku oraz osadzenia się w pewnym systemie norm?
Amerykanie stworzyli nam wielki system prawa międzynarodowego, patronują mu od dekad i oczywiście wykorzystują go również do swoich pryncypialnych interesów, jednak jak dotąd na skalę dosyć małą. Starali się i zarazili w tym nas po wojnie, Europejczyków, osadzenia porządku na instytucjach, niezależnych od osobach pełniących urzędy osób trwałych fundamentach, które będą strzegły statusu quo. A teraz? Ciężko przewidzieć następny krok decydentów z Waszyngtonu.
Rada Pokoju jest w istocie zaprzeczeniem całego tego systemu, dubluje instytucje oraz kompetencje tylko po to, aby ukoronować nie prezydenta USA, lecz samego inicjatora, który będzie dożywotnio sprawował nad nią kontrolę. To jest rzecz jasna jedynie płaszczyzna międzynarodowa, ponieważ w sprawach wewnętrznych równie niekonserwatywnym wydaje się erotomańskie życie towarzyskie kogoś, kto powinien jednak dawać wzór oraz być odzwierciedleniem osobowym powagi sprawowanego urzędu. Można wymieniać również poparcia dla sprawy LGBT, obojętny stosunek do aborcji, a przede wszystkim co ważne -uwielbienie przemocy.
Przemoc jest w tym kontekście bardzo kluczowa, ponieważ odzwierciedla podświadomie siłę. Ten kto ją stosuje jest władczy, sprawczy oraz dominujący. Czyż nie taki powinien być wódz na miarę XXI wieku? Amerykański zbawiciel? W punkt się to wpasowuje w myśl prof. Matczaka, ponieważ to co tutaj jest na pierwszy miejscu jest niczym innym jak uznaniem zmiany jako najwyższego środka. Moralność pryncypialnie i indywidualnie stosowana przez Trumpa jest źródłem władzy.
Dynamiczność oraz bunt wobec teraźniejszości stanowiły to co budowało faszyzm 100 lat temu. To nie było przedłużenie konserwatyzmu, lecz odcięcie mu łba i wejście na jego miejsce w nowej, futurystycznej formie. Motywem przewodnim oczywiście musiała być siła, nic tak nie wzbudza podświadomie respektu oraz szacunku jak nie ona. W miejsce tradycyjnego i ewolucyjnego rozwoju postawiono stanowczo rewolucję jako środek na budowę nowej rodziny, nowego państwa, nowego stylu myślenia, nowego człowieka. Tylko skąd ten związek z myślą konserwatywną?
To co wtedy było faszyzmem a teraz jest alternatywną prawicą (wobec tradycyjnej) jest reakcja. Odpowiedź na kryzys, problemy, niedogodności. Tego nie można kontynuować, należy przerwać. W tej reakcji i próbie naprawy pojawiają się obok argumentów siłowych również argumenty powrotu do normalności, tak jak powinno być. Jednak nie da się tego zrobić! Nikt nigdy jeszcze nie odrestaurował całości stosunków społecznych, myślenia, zmysłów, polityki, a przede wszystkim czasów. Nie zrobiono, ponieważ jest to niewykonalne, stąd też budowa nowego, ultranowoczesnego świata jest uszyta narracją budującą poczucie bezpieczeństwa, tego co znane.
Kiedyś rzeczywiście było to nowe, ponieważ w państwach totalitarnych wszystko było podporządkowane najwyższemu celowi. Widać to szczególnie w architekturze, która poprzez swój majestat, ale również skrajny futuryzm oraz nowoczesność budowała nową epokę, gdzie każdy fragment życia był faszystowski. A to jedynie skrawek tego pomijąc przecież sztukę, naukę, a nawet gotowanie (powstała specjalna, futurystyczna książka kucharska, która miała zerwać z tradycyjną kuchnią włoską). Dzisiaj ciężko byłoby nam przełknąć wizję życia podporządkowanego w każdym aspekcie jednej, ściśle uregulowanej instrukcji państwowe. Tak więc jak jest obecnie?
Faszyzm z metodami lewicy
Wielu z lewicowo-progresywnych komentatorów sceny politycznej głowi się nad tematem mitycznego fenomenu Grzegorza Brauna. Przecież przypominają jako on jest zły, czego to on nie zrobił oraz jakby Polska wyglądała po wyjściu z Unii Europejskiej. Jednak koniec końców kiedy usłyszałby to wyborca Korony to mógłby jedynie się zgodzić i podziękować za argumentację za jego ulubionym politykiem.
Współcześnie nie da się już ułożyć tak totalitarnie idealnego ładu i składu jak miało to miejsce 100 lat temu, lecz można oddziaływać na psychikę odbiorcy tak, aby ona się poskładała jak autor miał na myśli. Stąd nie bez podstawy chaos i awangarda w działaniu współczesnych “faszystów”. Nic nowego względem rewolucyjnych, młodych, dziarskich mężczyzn w najlepszych latach swojego życia w ubiegłym wieku.
Rewolucja nie kojarzy nam się z lewicą? No tak, ale co w związku z tym skoro można ją również wykorzystać u nas? Taki wniosek właśnie jest wysunięty i realizowany przez tę stronę – współczesna rewolucja czyli postmodernizm jest najlepszą z opcji. Pusta, bezsensowna i podatna na szybkie zapomnienie przez natłok podobnie absurdalnych czynności była promowana w coraz bardziej indywidualizującym się świecie urządzanym przez globalistów z wielkich korporacji, uniwersytetów, pisarzy, influencerów. Bądź sobą! Rób co chcesz! Jesteś wolny! Skoro tak… to może zgaszę świecznik chanukowy, rozwalę sobie system prawa międzynarodowego i zrobię nowy, a może zaneguje komory gazowe?
W świadomości ludzkiej, co ważne masowej a nie intelektualistów, którzy co chwile o czymś grzmią, zdarzenia po jakimś czasie zatracają swoją dokładność. Mieszają się z resztą wspomnień, coś tam dodadzą sobie i powstaje taki bigos w mózgu. Jednak co ważne część wspomnień maszeruje czym prędzej do pamięci trwałej, gdzie pozostanie to co nas zaintrygowało – jak to wykanano, emocje, słuszność, a końcowo nasze poparcie. Akcji Brauna jest wiele i z całą pewnością jego zwolennicy nie znają ich wszystkich, no ale liczy się performance! Zdecydowana walka o to, co jest obecnie a mogłoby być gdyby nie te paskudne zmiany. Na przekór systemowi, w zgodzie z naszymi wartościami (indywidualnie stanowionymi).
Jest to dosyć swoisty paradoks, ponieważ wykorzystując lewicową praktykę i prawicową narrację tworzy się nową aberrację, która jest do niczego niepodobna. Nie ma tutaj większego celu, ponieważ wszystko skupia się na ciągłych zmianach walczących z zmianami, które zmieniły to co dobre. Dosyć pogmatwane, ale takie to jest w istocie, a właściwie jest nijakie, ponieważ drogę wytacza jedynie wódz.
W imię kolektywnej, solidarystycznej idei na lewicy ukuł się skrajny indywidualizm pobudek czynności. Każdy może być jaki chce, robić co chce, myśleć jak chce itd. Nie twierdzę aby to było złe, rzecz jasna w rozsądnych granicach, lecz myśl ponowoczesna u zarania XXI wieku i rozkwit internetu doprowadziło to do absurdu. Każdy może budować swój system wartości, żyć wedle niego i rozliczać innych, ponieważ nie ma generalnego zbioru zasad (przecież to takie konserwatywne i opresyjne…). Skoro tak, to czy nie jedynym czynnikiem weryfikującym sprawczość, słuszność oraz efektywność danego systemu moralnego nie jest siła?
Ten system nie musi być wielce rozbudowany, możemy żyć na instynktach lub na woli kogoś innego. Przecież poglądów Konfederacji Korony Polskiej nie znamy na większość poważnych tematów. Ich program polityczny zamieszczonych na ich stronie internetowej przelatuje przez wszystkie tematy niezwykle lakonicznie, jednak czy jest to jakiś szkopuł? No nie, ponieważ jest niezwykle dobrze uzasadniony na gruncie metody lewicowo-postmodernistycznej – wygryza innych z gry, bo jest najbardziej instynktowny, wchodzi do umysłów, które nie chcą analizować, a chcą zmieniać.
Tak więc kim są?
Przede wszystkim wolę używać sformułowania określającego ich mianem ruchu alternatywnego niż od razu faszystami. Z całą pewnością nazwanie ich w ten sposób ma na celu odseparowanie od normalnych, z tymi z którymi można dyskutować. Rozmawiać można z każdym o ile do takiej rozmowy przystąpi oraz co ważne należy mieć stosowne podłoże merytoryczne, aby zbijać erystyczne ataki.
Podsumowując fundamentem jest niezgoda na stan zastany i ciągła walka o powrót do utraconego raju, takiego który właściwie w głowach tych którzy to popierają odbiega od rzeczywistości, a bardziej kieruje się do sfery marzeń. Mało który zwolennik MAGA pewnie na poważnie chciałby żyć w latach 50-60 w USA mając do wyboru obecne warunki, w Polsce miałoby to odniesienie za pewne do okresu przedwojennego, a jednak podnoszą chęć powrotu.
Jest źle, bardzo źle i musimy coś z tym zrobić, tylko że to “coś” pozostaje ciągle nieokreślonym bytem. Nie jest to w zupełności wada, a właściwie ogromna zaleta, ponieważ można w te pojęcie wlewać niezmierzone strumienie treści politycznej. Liczy się sama walka oraz ustanawianie swojego porządku, przecież na dobrą sprawę system z kiedyś był ówcześnie mainstreamem, z którym należy oczywiście walczyć. Stąd ta podszywka pod konserwatystów, którzy przecież zdają sobie sprawę o nieubłagalności upływu czasu i niemożności jego cofnięcia, jednak jedni chcą realnie wpływać na zmiany oraz je kontrolować tak, aby były dobre, a drudzy wywracają je zamaszystym uderzeniem w imię reakcji.
Najgroźniejsza jest kwestia moralności, która stanowi jednocześnie pobudkę do poparcia takiego ruchu, a z drugiej podstawę do czynienia. Nie jest ona oparta o jakiekolwiek obiektywne kanony słuszności, szacunku, wybaczenia czy porządku. Nie ma swojego źródła w europejskiej kulturze, której cywilizacja wykształciła poszanowanie dla innych, w tym słabszych. Mamy doczynienia z skrajnymi instynktami, siłowo nasza moralność jest narzucona słabszym. Dlaczego? Bo możemy. Nikt realnie nie ukarał ich za wandalizm w Sejmie, wykładach naukowych, palenie flag itd. To jest reakcja na którą czekaliśmy! Dzieje się, nie to co te zmierzłe mainstreamowe polityki-gaduły.
Indywidualizacja systemu moralnego jest w oczywistej korelacji z przemocowością, ponieważ nic innego nie jest w stanie obiektywnie wyklarować co jest lepsze, a co gorsze. Mimo wszystko nawet nie patrząc na te sprawy z poglądu na istnienie jakiegoś obiektywnego systemu przekonań, to myślimy ostatecznie w tych kategoriach, ułatwia to po prostu życie. Oczywiście w samej narracji tego nie ma, ponieważ stoi w skrajnej sprzeczności z treściami o powrocie do korzeni, tradycji, porządku i zrobieniu tak, aby było “dobrze”. Jednak kiedy spojrzy się na działania Donalda Trumpa w polityce międzynarodowej to widać gołym okiem konsekwencje polityczne ruchu alternatywnego, które są wyżej wymienione jako cechy.
Skąd się bierze ten straszny “faszyzm”?
“Actually I am a Christian, and indeed a Roman Catholic, so that I do not expect ‘history’ to be anything but a ‘long defeat’ – though it contains […] some samples or glimpses of final victory.” J.R.R Tolkien, list nr. 195
Długa porażka – tak o historii i jej konsekwencjach pisał Tolkien. Z każdym pokoleniem umniejsza się jego wielkość, chluba oraz męstwo, a przede wszystkim z czasem następuje moralne skarlenie. Widać to na przestrzeni całej historii Śródziemia, który z każdą erą stawało się bardziej ludzkie, a mniej magiczne i elfickie. Czas prowadził do powszechności splugawienia.
Jaki to ma związek z tematem rozważań? Nie jest może aż tak bardzo pesymistyczny, szczególnie że nie jest w żadnym stopniu deterministą i nie widzę sensu biegu historii. Jest to prędzej splot wydarzeń losowych, które budują widmo logiki. Jednak kiedy próbujemy racjonalizować jej bieg, możemy właśnie popaść w taką zgniliznę. Skoro wszystko tak pięknie idzie z jednego na drugie, my jestesmy jedynie elementem pomiędzy przeszłością a teraźniejszością, to nie mamy jakiś większych obowiązków wobec świata nam zastanego.
Szukając sensu w historii zatracamy się w niej, tworzy iluzje błogiego spokoju. Kiedyś było lepiej, porządniej oraz jakoś po prostu przyjemniej. Nostalgia? Może tak, ale często to są czasy o wiele dawniejsze niż nasze życie, często jest to idealizacja. Tak jak wcześniej pisałem – nikt nigdy jeszcze nie odwrócił czasu. W związku z tym nie da się przenieść idealnie realiów przeszłości, ponieważ zmiany jakie zaszły już na zawsze pozostaną w głowach ludzi, w ich mentalności. Inne stosunki były w feudalizmie, starożytności, a nawet w latach 60 niż obecnie i nie jest to możliwe, aby to przywrócić.
Co więcej jest to niebywale jałowe, ponieważ idąc za myślą Tolkienia to co było wcześniej jest porażką dla tego, co było przedtem. Dlaczego lata 60 (USA), skoro są już tylko odbiciem tego co było przed wojną? Przecież tam było piętno wielkiej wojny i wielkiej liberalizacji, chociażby nadania kobietom praw politycznych – cofnijmy się dalej! Żaden moment w przeszłości nie będzie dobrym momentem, ponieważ kiedyś był złowieszczą teraźniejszością, a co gorsza przeniesiony 1:1 niósłby pewnie jeszcze większe znamiona porażki.
Myślenie ruchów alternatywnych zasadza się generalnie w tej złudnej koncepcji, że kiedyś było dobrze i możemy to na nowo zrobić. Nie tworzymy czegoś z tego co mamy, lecz burzymy. Właściwie chcemy odwrócić tą wielką, długą porażkę historii, ale dokonując tego z chrześcijaństwem na ustach, wykorzystywana jest najbardziej odrażająca z możliwych taktyk politcznych, która skądinąd podważając obiektywne wartości stoi w opozycji do wzorca z narracji.
Masa żyje sentymentem, który jest o wiele prostszy od wzięcia sprawy w swoje ręce. Politycznie jest oznaką rozkładu tak społecznego, jak i moralnego. Tolkienowski król Rohanu Théoden długo prowadzi swój lament nad tym jak nie potrafi dorównać swoim przodkom, jest nikim w porównaniu do nich. Kiedy pamięć rodowa zamgliła jego myśli, lud pod jego panowaniem cierpiał spod ręki sił zła, które krok po kroku na wojnie niszczyły kolejne ośrodki Rohanu. Nasi współcześni “faszyści” dalej tkwią w takim myśleniu, chcą usilnie wrócić, mimo że nie mogą i nie wnoszą nic wartościowego. Nie mogą stworzyć czegoś ex nihilo, więc uzurpując sobie siłę oraz sprawczość po prostu sieją zamęt, ferment, przemoc.
Théoden opamiętał się i odparł siły przeciwnika, a kiedy jego sojusznicy z Gondoru wezwali pomoc w obliczu oblężenia ich stolicy, nie odmówił pójścia w bój. Działał z zastanym stanem faktycznym, zmieniał rzeczywistość, ponieważ to jest w istocie wartościowe, rzecz jasna w granicach swoich możliwości. W bitwie zginął, lecz mógł wreszcie dorównać swoim wielkim przodkom. Zrobił to, ponieważ wyszedł z marazmu, który jest istotą budującą polityczny ruch alternatywny współcześnie, ludzi którzy oprócz sentymentu mogą jedynie uzurpować sobie władztwo.
Postawa bierna jest oczywiście prostsza i łatwiejsza w odbiorze dla zmęczonych mas, które nie są w żadnym stopniu ofiarami, zagubionymi owieczkami czy niedoinformowanymi biedaczkami jakby to chciał przedstawić nurt antyfaszystowski. To jest świadoma decyzja, ale wynika ona z po prostu ludzkiej słabości, na której niestety jest zbudowana demokracja i jak długo będzie ona istniała, tak degeneraci z szabelką będą nam bliscy. Na domiar tego śmiesznym niebywale jest to, że może i mają szable, gaśnice czy Radę Pokoju, to końcowo rzadko cokolwiek z tego wynika.




