Pamiętacie lekturę „Antygony” ze szkoły średniej? Jeżeli nie, to pozwolę sobie na wtajemniczenie niewtajemniczonego czytelnika w meandry literatury antycznej. Oczywiście, na tyle, na ile wystarczy mi przestrzeni elektronicznej, której jest mało. Jeżeli znasz podstawowy zarys opowieści o Antygonie – nie martw się. Będzie krótko, zwięźle i na temat. A potem przejdziemy już do dania głównego.
Antygona jest symbolem rozbieżności pomiędzy „prawem boskim” a „prawem ludzkim”. Bohaterka dramatu Sofoklesa staje przed ciężkim wyborem: dokonać zabronionego przez króla Kreona pogrzebu własnego brata, czy nie? Jej religijne i moralne przekonania nakazują jej spełnienie powinności pogrzebowej. Surowy nakaz ustanowiony przez władcę zabrania takiego działania. I tutaj pojawia się pytanie: jak powinna zachować się Antygona? Czy nasze wewnętrzne przekonania moralne mogą mieć pierwszeństwo przed ustanowionym prawem państwowym? Czy istnieje coś takiego jak obiektywna moralność? Czy można rozważyć problematykę sporu na temat aborcji, nie rozstrzygając o jej słuszności lub niesłuszności? Jestem mężczyzną. Wielu z Nas zabiera głos w sprawie aborcji. Chciałbym jednak, byśmy podchodzili do tych spraw z ostrożnością i dużą rezerwą. W głównej mierze to sprawa naszych sióstr, matek, kochanek i przyjaciółek. Pokusiłem się więc na hiperboliczną analizę problemu, zostawiając jałowość krzyku za drzwiami.
XXI-wieczny sąd Kreona nad Antygoną nie zbiera się dzisiaj, by rozstrzygnąć kwestię pogrzebu Polinejkesa. Współcześnie każdy z nas stara się rozstrzygnąć coś jeszcze bardziej kłopotliwego. Kto ma prawo do decydowania o życiu, które nie stało się jeszcze czyimiś doświadczeniem, historią ani ciągiem przyczynowo-skutkowym? Spór, który w antycznej tragedii dotyczył granic konfliktu na linii moralność władzy a moralność jednostki, dzisiaj ujawnia się jako konflikt interpretacji tych samych wartości. I również przedstawia się go jako starcie dobra ze złem.
XXI-wieczny Kreon, stający przed opinią publiczną (widzami spektaklu), nie przemawia już językiem okrucieństwa, lecz swoistego fanatyzmu. Jego argumenty sprawiają wrażenie wyrafinowanych i propopulacyjnych. Twierdzi, że wspólnota polityczna nie może funkcjonować bez jasno określonych reguł ochrony życia. Jego moralność proponuje mu pogląd, że życie trwa od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Prawo, które nie potrafi wskazać jasnych granic bezwzględnej ochrony życia, naraża się, według XXI-wiecznego Kreona, na zarzut moralnej obojętności. Używa aparatu państwa i obarcza pełną odpowiedzialnością rozstrzygnięcia o zakazie aborcji władzę sądowniczą. Na siłę stara się udowodnić, że prawo jest moralne – nie podejmując przy tym próby jego zmiany. Kreon nie zaprzecza jednak złożoności ludzkich losów. Poczynił w tym zakresie wielkie postępy. Dalej uważa jednak, że to właśnie dlatego całe państwo musi przemawiać jednym głosem. Bez tej jednolitości „współżycie społeczne przestaje być wyrazem wspólnej odpowiedzialności, a staje się zbiorem prywatnych przekonań” – mówi. Postuluje więc, by włączyć jego moralność w prawo, które obowiązuje wszystkich. Czyż nie zaprzecza sam sobie?
Po drugiej stronie wokandy słyszymy Antygonę. Podkreśla ona, że najwyższym prawem każdego człowieka jest godność. Paradoksalnie odrzuca swój pierwotny pogląd. Argumentuje, że prawo boskie jest przeżytkiem, a każdy człowiek ma swoją własną, prywatną moralność. Współczesna Antygona nie kwestionuje więc świętości życia jako takiej. Jej sprzeciw rodzi się z przekonania, że państwo nie ma prawa do traktowania przypadków każdej osoby tak samo. Kobieta czuje, że wybór dotyczący aborcji musi należeć tylko i wyłącznie do niej. Skoro każdy ma swoją moralność, mówi Antygona, powinien mieć prawo do wyboru. Czy prawodawca może mieć własną moralność? Według Antygony powinien być neutralny. Ciężko uwierzyć w fakt neutralności państwa w kwestiach reprodukcyjnych kobiet. Władza nie jest i nigdy nie będzie w tym aspekcie bezstronna. Tragizm Współczesnej Antygony objawia się więc w braku zrozumienia bezkompromisowego stanowiska ponad połowy społeczeństwa. Często porzuca dialog, zakładając szaty radykalnych kreonistów – walcząc krzykiem. Pokazuje to jej bezsilność. Nie jest w stanie być liderką, tak jak Kreon. Mam wrażenie, że jej ideały zawsze znajdują się w defensywie. Powinniśmy żądać sobie pytanie; dlaczego tak jest?
Kreon i Antygona spotykają się w jednym miejscu swojego sporu. Antygona domaga się miejsca dla sumienia kobiety. Według niej aborcja nie jest ucieczką od odpowiedzialności, lecz jej radykalnym przyjęciem. Uważa, że to kobieta ma ponieść ciężar decyzji i jej moralnych konsekwencji. Kreon uważa, że wzięcie moralnej odpowiedzialności zakazu aborcji należy przenieść na państwo. Obie strony odwołują się w gruncie rzeczy do tej samej wartości, lecz rozumieją ją inaczej. Sumienie Kreona uważa, że świętość życia jest nienaruszalna i należy chronić ją na wszelkie możliwe sposoby, także te, które naruszają zasady gry. Kreon chce, by odpowiedzialność za ochronę życia od poczęcia do naturalnej śmierci ponosiło zawsze państwo. Sumienie Antygony kładzie nacisk na powagę wyboru, który musi zostać dokonany w konkretnych okolicznościach i za który odpowiedzialność ponosi zawsze kobieta. Ich sumienia, łącząc kwestię aborcji i odpowiedzialności, idą moim zdaniem dobrą drogą. Spór nie dotyczy, tak jak wspomniałem, tego, czy aborcja jest dobra czy zła. Rozchodzi się o granice odpowiedzialności, które pojmowane są w radykalnie odmienny sposób.
W tym sensie współczesny sąd Kreona nad Antygoną nie jest sądem faktów, lecz sądem na tym, kto jest „moralnym autorytetem”. Czy państwo ma prawo narzucać obywatelom jedną, właściwą interpretację świętości życia ludzkiego, jeśli ma to oznaczać odebranie im odpowiedzialności za własne wybory? A może odmowa takiego „narzucenia moralności państwowej” zaprowadzi nas do anarchii i społecznego rozczarowania nieudolnością prawa? Każda odpowiedź na to pytanie pociąga za sobą konsekwencje, których jako skromny publicysta nie potrafię wziąć na swoje barki. Każdy odpowiada na to pytanie sam sobie.
Tragedia tej sprawy polega na tym, że nie istnieje rozwiązanie, w którym nie należałoby przedstawić pewnych argumentów moralnych. A przecież każdy ma swoją własną „wizję słuszności”. Być może najuczciwszym wnioskiem współczesnego procesu pomiędzy Antygoną a Kreonem nie będzie wskazanie tego, kto ma rację… A jeśli tak, to sąd – czyli widzowie spektaklu (opinia publiczna), podobnie jak w przypadku pierwotnego sporu pomiędzy Antygoną a Kreonem – wyda jeden, słuszny i sprawiedliwy wyrok. I być może warto to zaakceptować i chwilę się zastanowić? W końcu nie kłócimy się o to, czy lepszy jest sernik z rodzynkami, czy bez rodzynek.
Dochodzę więc do wniosku: kto uważa, że ma jednoznaczne poglądy (na tak lub na nie) w kwestii aborcji – po prostu się myli. Koledzy z redakcji zaraz zarzucą mi bezideowość. Ale oni się mylą. Ne jestem piewcą idei. Staram się je analizować i porządkować. Czuję podskórnie,że wszyscy się mylimy. Nie tylko w tej kwestii. Sokrates powiedział: „Wiem, że nic nie wiem”. Uważam to za najmądrzejsze zdanie w historii ludzkości. No bo jak inaczej wytłumaczyć widzom współczesną „Antygonę”?
„Niebo gwieździste nade mną, a prawo moralne we mnie” – I. Kant





