Władysław Kosiniak Kamysz

Czy prawica potrzebuje PSL?

Coraz częściej w sondażach PSL po tragedii rozpadu Trzeciej Drogi dobija do poziomu 5%, które jak na razie daje mniej niż 20 posłów. Byłby to najniższy dotychczasowy rezultat wyborczy ludowców, jednak nie z takich problemów potrafili się wykaraskać. Po 8 latach koalicji z Donaldem Tuskiem w 2015 r. ledwo co przeszli próg, kwestia siły politycznej czy niebezpieczeństwa bycia koalicjantem PO/KO? Tak jak i 10-15 lat temu, tak i teraz ludowcy znowu współpracują z Tuskiem. Jednak czy nie będzie ich również po 2027 r. potrzebowała prawica?

Początkowo w latach 90’ ludowcy nie byli jednolici, ponieważ z nurtu solidarnościowego wbrew aparatczykom z ZSL wyrosło PSL – Porozumienie Ludowe Gabriela Janowskiego (później wrobionego w aferę narkotykową). PSL – PL wsparło prawicowe rządy Olszewskiego i Suchockiej, jednak wraz z historią przeminęli w kolejnych wyborach. Ostałe PSL, wyrosłe z komunistycznego ZSL, pogrzebało dialog z prawicą, który charakteryzował Porozumienie Ludowe.

Jak dotąd PSL jest najdłużej rządzącą, a może bardziej współrządzącą, partią w historii III RP i miało to miejsce jedynie z postkomunistyczną lewicą i liberalnym centrum. Mimo prób przeforsowania współpracy z PiS w 2005 r. oraz w 2023 r. frakcja postulująca to była skazana na porażkę. Jednak czy nie da się zobaczyć dialogu prawicy z ludowcami? W IX kadencji Sejmu (poprzedniej, lata 2019-2023) PSL potrafił razem z Konfederacją proponować wspólnego kandydata na Rzecznika Praw Obywatelskich prof. Roberta Gwiazdowskiego czy kandydata na szefa komisji ds. pedofilii ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego.

Ludowcom nigdy nie było blisko do prawicy, ponieważ bardzo często w demokracjach zdarza się tak, że współpracujące partie o podobnych elektoratach po prostu zaczynają walkę, którą zazwyczaj wygrywa większy. W ten oto sposób zginęła Polska 2050 i Nowoczesna kosztem KO, czy Unia Pracy i Wiosna Roberta Biedronia na rzecz SLD (teraz Nowa Lewica). Jednak zakusy do współpracy są. Kuszenie PiSu trwa od początku kadencji obecnego Sejmu, a obecnie nabiera szczególnego znaczenia. Dlaczego?

Coraz częściej w sondażach wskazuje się na wariant trójczłonowej koalicji prawicy, której niezbędnym elementem jest Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Niemniej Jarosław Kaczyński jasno sprzeciwia się Braunowi, PiS regularnie krytykuje KKP, ponieważ głównie to na rzecz nich tracą wyborców. Co więcej radykalizm Korony jest nie do zaakceptowania w myśl narracji o dobrych relacji euroatlantyckich, a również utrzymania członkostwa w UE (czy chociażby żądania rozpisania referendum nt wyjścia). Jednym słowem PiS nie kwapi się do współpracy z frontem gaśnicowym, z racji pobudek wewnątrz krajowych jak i odbioru w relacjach międzynarodowych.

PiS zawsze bronił się przed powstaniem czegokolwiek na prawo od nich samych, jednak przełamanie tej doktryny przez stabilną pozycję Konfederacji Bosaka i Mentzena oraz obecnie również przez KKP zmusza do rewizji strategii. Tak jak z Konfederacją Wolność i Niepodległość (oryginalna) zakłada się możliwość koalicji, chociaż sami konfederaci niesamowicie walczą z PiSem, to sojusz z Braunem zbudowałby zbyt silną opozycję dwóch Konfederacji w rządzie. Krzysztof Bosak nie wyklucza współpracy politycznej z KKP w przyszłości, więc dlaczego by nie walczyć razem w rządzie?

W związku z tym o wiele lepszym partnerem, takim którego prawdopodobnie Konfederacja zdołałaby zaakceptować ze względu na dawne porozumienia jest PSL. Ludowcy ciężko walczą o przekroczenie progu wyborczego i dostateczną ilość mandatów poselskich, które pozwoliłyby im na negocjacje. Jednak czy aby na pewno poszliby z prawicą?

Sama chęć współpracy z prawej strony nie wystarczy. Należy pamiętać, że ludowcy stanowią drugą największą formację (liczebnościowo w posłach i senatorach) koalicji rządzącej, przejście z obozu centrolewicowego do centroprawicowego z całą pewnością okryłoby ich mianem zdrajców, rosyjskich szuj, sług Kaczyńskiego itd. ze strony Lewicy i KO.

Co więcej rok temu członkowie PSL gremialnie w wewnętrznej ankiecie jak na razie odrzucili możliwość współpracy z PiS/Konfederacją. Na chwilę obecną wątpię w ten scenariusz, jednak może mieć on pewne podwaliny.

W 2019 r. PSL potrafił współpracować z prawicą, efektem tego była koalicja z Kukizem do Sejmu. Fakt faktem po roku pozostawiono go poza klubem parlamentarnym, jednak zdolności istnieją. W poprzednich wyborach ludowcy właściwie nie mieli opcji lawirowania między głównymi obozami. Szli do wyborów tym razem z przystawką Tuska czyli Polską 2050, która mimo że mieniła się na alternatywę na duopol, swoim socjalliberalnym, “fajnym i uśmiechniętym” programem pozwalała na koalicję jedynie z Donaldem Tuskiem. Obecnie PSL zapowiada samodzielny start w 2027 r., ewentualnie z drobnymi sojusznikami, lecz definitywnie na bazie własnego komitetu wyborczego.

Takie rozwiązanie daje szansę negocjacyjne, nie związuje już ludowców z liberalnym, progresywnym centrum, które blokuje skręt w konserwatywne poglądy. Takie otwarcie byłoby szczególnie dobrze widziane w PiSie. Łukasz Kmita w Lidze Debat na Kanale Zero przekonywał, że jeżeli PSL wróci do swojego tradycyjnego DNA, to byłby świetnym partnerem. Mateusz Morawiecki w Jasionce prowadził debatę z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem o przyszłości innowacyjnej Polski, gdzie oprócz oczywiście uszczypliwości dało się wyczuć chęć do współpracy. Pamiętać trzeba, że Morawiecki utrzymywał swój rząd techniczny aż do 13 grudnia 2023 r. po przegranych wyborach nawołując do Koalicji Polskich Spraw, czyli sojuszu z Konfederacją i właśnie z PSL.

Nie sądze aby frakcja zdecydowanie pro-PiSowska wśród ludowców wyszła teraz na falę, skoro bezsprzecznie przewodzi dobrze kolegujący się z Tuskiem Władysław Kosiniak-Kamysz. Wolta na prawo wymaga zmiany lidera, który obecnie dobrze się sprawdza jak na ludowca, nie oddaje klimatu starego, chłopskiego PSL, tylko umiarkowanego, rozsądnego konserwatywnego centrum dla wsi, miasteczek i nawet miast. Przy obecnych notowaniach mniej lub bardziej prawicowa koalicja dojdzie do władzy i jedynym hamulcowym nacjonalistycznych, antyeuropejskich zapędów może być euroentuzjastyczny element prawej części strony politycznej, czyli ludowcy. Jak dotąd żadna rządząca partia nie zmieniła sobie koalicjanta z rządu na rząd i byłby to ewenement, jednak czy aż tak zły? 

Wydaje mi się, że wśród prawicy konfederackiej, narasta coraz bardziej w retoryce odchodzenie od bliskiego mi libertariańskiego pnia w stronę nacjonalistycznej narracji pokroju AfD, Marine Le Pen czy Orbana, z którym politycy Ruchu Narodowego są w jednej frakcji w Parlamencie Europejskim. Ich tropem podąża PiS Przemysława Czarnka i reszty Maślarzy, którzy chcą pogrzebać centroprawicowego, solidarystycznego ducha Lecha Kaczyńskiego na rzecz twardej narodowokatolickiej prawicy. Nie ma alternatywy obecnie dla nich u władzy, jednak Braun będący kluczowym elementem układanki takiej koalicji mógłby jedynie nakręcać w mojej opinii nie służącą polskiemu interesowi narrację. 

Na współpracę Konfederacji/Nowej Nadziei z KO obecnie niestety nie liczę, chociaż również bym sobie tego życzył, o czym pisałem swego czasu na łamach naszego portalu. Idealny balans między PiSem, KO i Konfederację, gdzie każda z partii patrzy sobie na ręce, rząd nie jest tożsamy z prezydentem, a jednak istnieje dialog poprzez prawicową więź Mentzena z Nawrockim jest no cóż, na chwilę obecną utopią. Dopóki KO nie skręci w prawo, a przede wszystkim nie zrezygnuje z Donalda Tuska będącego grubo w wieku emerytalnym, jesteśmy skazani na polaryzację zamkniętych bloków prawicy i centrolewicy. Dlatego życzę dobrze ludowcom, ponieważ mogą realnie być alternatywą dla Grzegorza Brauna i stanowić czynnik liberalizujący, depolaryzujący oraz ważący umiarkowanie w przyszłej prawicowej koalicji rządowej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wordpress Social Share Plugin powered by Ultimatelysocial
Przewijanie do góry