Przez cały kurs historii faszyzm znany był ze swojej unikatowej wizualnej prezentacji. Jego najrozmaitsze twarze, od monochromatycznych mundurów SS do zgniłej pomarańczy z białego domu, odciskają swoje niepodważalne piętno na powierzchni naszej pamięci.
Tradycyjna estetyka faszyzmu była obsesyjnie projektowana tak by tworzyć niemalże hipnotyzujący obraz siły. W porównaniu do czasów słusznie minionych nie trudno jednak zauważyć drastyczną zmianę w tym jak występują obserwowane przez nas odcienie brunatności.
Jak to się stało, i od czego zaczęliśmy?
Przedstawiam wam, drodzy czytelnicy, pierwszą część cyklu artykułów dotyczących tej tematyki. Pomimo mojego wielkiego wysiłku ogromną ilość materiału spowodowała niemożliwość zmieszczenia całości treści w jednym artykule. To co dziś wam prezentuje to fragment dłuższego eseju-tłumaczenia, które przygotowałem na podstawie dokumentu filmowego ,,The Aesthetics of Fascism”.
Co oczywiste, faszyzm faszyzmowi nie równy. Nie da się skutecznie zrozumieć współczesnych Trumpów, Olszańskich, Braunów i innych gamoniów bez nakreślenia różnic między nimi, ale także zauważenia tego, co łączy wszystkie brunatne nurty polityczne od zarania dziejów. Nazwać to można pokracznie estetyzacją polityki. Proste, wizualne metody takie jak parady, wiece, doprowadzone do absurdu symbole, mity i wreszcie – prymitywne memy. Wszystko idealnie skonstruowane tak by manipulować emocjami i kształtować w nas polityczne posłuszeństwo.
Jak zatem faszyści, od przyciągania swoją ideologią kilkunastu fanatyków ze starej browarni, przeszli do omamiania milionowych narodów tak prostą optyką? By zrozumieć to zagadnienie najlepiej rozpocząć od najgłębiej sięgających korzeni historii skrajnej prawicy. Niech nasze niespokojne myśli otulą zatem promienie rzymskiego słońca lat 20-tych ubiegłego wieku. Przenosimy się tu by poznać największego sojusznika pierwotnego faszyzmu włoskiego – ruch włoskich futurystów.
Przemoc, szybkość, dynamiczne momentum. Nieustanny chaos postępu połączony z gloryfikacją krajobrazu wojny i całkowitą mechanizacją ludzkiego ciała. Mechanizacją która służyć miała jednemu nowemu porządkowi.
,,Chcemy gloryfikować wojnę, jedyną prawdziwą higienę świata. Chcemy gloryfikować militaryzm,
patriotyzm, […] piękne idee warte śmierci. Chcemy gloryfikować pogardę dla kobiety.”
Flippo Tomasso Marinetti, założyciel ruchu futurystów i jeden z największych filarów protofaszystowskiej myśli we Włoszech, wygłosił te powyższe i następne słowa w 1909 roku:
,,Zniszczymy wszystkie muzea, biblioteki, akademie każdego sortu. Będziemy walczyć z
moralizmem, feminizmem – każdym oportunistycznym lub utylitarnym tchórzostwem!”
Futuryści opowiadali się za nieustannym społeczno-technologicznym postępem. Maszyneria, uprzemysłowienie, militaryzm i technologia. Odrzucenie wszelkich przeszłych wartości. Co czyniło ich wyjątkowymi to ich nad wyraz entuzjastyczna romantyzacja wojny. Ich twórczość wszelaka miała oddziaływać wrażeniem dominacji, młodości i wigoru. Pozytywne znaczenie miała dla nich
mizoginia i przemoc, które traktowali jako nierozrywalne z pozytywnym wizerunkiem męskości. Ich wizja świata to techno-utopia, przewodzona przez silnych, pełnych gniewu mężczyzn.
,,Wojna jest piękna, ponieważ realizuje marzenie o metalizacji ludzkiego ciała. Wojna jest piękna, ponieważ łączy w symfonie wystrzał z karabinu, kanonady […] i i zapach
zgnilizny.”
Ruch włoskich futurystów znacząco przyczynił się do wzrostu popularności pierwszej w historii partii faszystowskiej. Odegrali oni kluczową rolę, nie tylko w marszu czarnych koszul po władzę, ale również w społecznej manifestacji ich ideologii.
Futurystyczny motyw przewodni, całkowita alienacja człowieka od jego indywidualności, to również jeden z najważniejszych modus operandi faszyzmu. Obdarcie jednostki z człowieczeństwa, stworzenie z niej narzędzia służącego państwu i woli naczelnego wodza, to
fundamentalny cel brunatnej estetyki. Jak zatem przekonać miliony do tak wielkiego wyrzeczenia? Jak doprowadzić narody do dobrowolnego zrzeknięcia się własnej wolności?
To dość proste – wystarczy uczynić to chwalebnym. Przemieniając męskie ciało w rzecz, naczynie pełne siły i dyscypliny. Maszynę prowadzoną przez inteligencje i potrzebę dominacji. Wyjęta z ruin Akropolu męska sylwetka, promowana na licznych plakatach propagandy nazistowskiej, po wystarczającej dozie idealizacji stawała się społeczną normą. Narzędziem w rękach państwa, gotowym by oddać się jego wszelakim potrzebom.
Celem tego zabiegu było przede wszystkim nadanie ówczesnym mężczyznom fałszywego poczucia celowości i braterstwa. Miało to mobilizować miliony chłopców do walki o prezerwacje ich kultury, narodu – ich ludu. Państwo miało dawać mężczyznom iluzje szacunku do nich jako jednostek, nawet jeśli dziś wiemy jak mało dla faszystów liczy się jakikolwiek indywidualizm.
Wysportowany, zadbany, Herkulejski mężczyzna to dla nich bowiem statystyka, numer w barakach – trybik w wielkiej maszynie realizacji interesów państwa narodowego. Ale by ta maszyna działała musi utrzymywać pozór – mit chwalebnego poświęcenia. Oddania swojego ciała za naród, ojczyznę, lidera.
Dziś dobrze wiemy, że miliony poświęcało wtedy swoje życie za ideologie która nawet przez sekundę nie miała w założeniu prawdziwie przejmować się ich losem





