Braun

Dlaczego nazywanie Brauna faszystą jest w porządku

Artykuł ten, o celowo prowokacyjnym tytule, chciałbym rozpocząć od osobistej refleksji oraz ogólnego zarysu tego, o czym postaram się w niniejszym dziełku opowiedzieć. Nieco bardziej rozeznani w polskiej przestrzeni publicznej od lat mogą obserwować zjawisko rozwoju środowisk skupionych wokół tytułowej postaci – Grzegorza Brauna. Są to środowiska różnorodne, poglądowo i ideowo niejednoznaczne, gruntownie różniące się pod wieloma względami. To, co stanowi ich wspólny mianownik, to szereg, często eklektycznych, antyestablishmentowych poglądów, których głównym orędownikiem, a zarazem jedynym spoiwem jest właśnie lider ich ugrupowania.

To sprawia, że jakakolwiek próba jasnej systematyzacji tego, jak mogłaby wyglądać Polska pod rządami Brauna, będzie zawsze obarczona wrodzoną wadą i wątpliwością. Nie potrafię jako człowiek powiedzieć jednoznacznie, w którym kierunku poszłyby nasze codzienne sprawy, gdybyśmy zdecydowali, w akcie nieco wątpliwego skoku wiary, powierzyć ich opiekę koroniarzom.

To, co jednak możemy zrobić – a czego, mam nadzieję, ten artykuł będzie co najmniej skuteczną próbą – to zauważyć pewne zjawiska, z którymi dziś mamy do czynienia. Zanotować i skrupulatnie obserwować ich powtarzalność, zdefiniować ich potencjalne znaczenie oraz przyrównać je do tego, co mogło już wcześniej zaistnieć w dziejach.

Realizując powyższą myśl, postaram się przedstawić Wam, czytelnikom, moje osobiste przemyślenia dotyczące historii rozwoju nurtu politycznego skrajnej prawicy. Za przykłady posłużą mi tu przede wszystkim faszystowskie Włochy Benito Mussoliniego, którego eksperyment państwowy uznaję za protowzór wszystkich później występujących odłamów tej idei.

Na podstawie analizy porównawczej zarówno postaci liderów, których sylwetki w doktrynie i estetyce faszystowskiej są kluczowe i fundamentalne, jak i ogólnej charakterystyki ruchu postaram się pokazać Wam, z czym – jako ludzie – mieliśmy już do czynienia i dokąd może nas to doprowadzić.

Na sam koniec tego wstępu chciałbym zaapelować do Was o wyrozumiałość, skupienie i cierpliwość. Żyjemy w czasach porażającego deficytu uwagi, który zbyt często doprowadza nas do wyciągania pospiesznych wniosków. Nie uważam jednak, by nazywanie Brauna faszystą było jednym z nich. Nie chcąc, by farsa historii znów zdefiniowała naszą codzienność, oraz w poczuciu ogromnej obawy przed tym, co nadchodzi, dedykuję ten tekst wszystkim, którzy wahają się z oceną spraw bieżących, z wątpliwością spoglądając na wszelkiego rodzaju osądy en masse głoszone dziś we współczesnych mediach. Wierzę, że ten tekst przyniesie choć trochę świadomości procesów, które dziś obserwujemy i które obserwowaliśmy w przeszłości. Wierzę, że można je zatrzymać, zanim dojdą do swojego katastrofalnego apogeum. Wierzę, że nie jest jeszcze za późno.

Korzenie faszyzmu – ideologiczna pustka, popadanie w absolut

Za książkowy przykład rozwoju faszystowskiej doktryny posłużyć mogą Włochy Benito Mussoliniego, którego droga od zagorzałego socjalisty do sojusznika Hitlera idealnie obrazuje sposób, w jaki społeczeństwa – nawet te o z pozoru ugruntowanej, demokratycznej tradycji kulturowej – mogą łatwo popaść w etyczny i moralny rozkład. Podążając jego śladami, będziemy mogli dostrzec i zrozumieć drogę, którą dziś przed sobą wytyczamy.

Za początek politycznej drogi Mussoliniego możemy uznać jego wstąpienie do Włoskiej Partii Socjalistycznej w 1900 roku. Dał się on poznać jako zdolny organizator, płomienny mówca, ale także dziennikarz polityczny i komentator bieżących wydarzeń. Jego początkowa, przesiąknięta marksizmem publicystyka rysowała ostry obraz determinizmu materialnego:

„Socjalizm nadchodzi, a stopień jego realizacji w łonie istniejącego społeczeństwa obywatelskiego mierzy się nie politycznymi zdobyczami – często złudnymi zasadami partii socjalistycznej – ale liczbą, potęgą i świadomością zrzeszeń robotniczych, które już dziś tworzą jądro przyszłej organizacji komunistycznej. A klasa robotnicza, jak mówi Karol Marks w Nędzy filozofii, zastąpi w toku swego rozwoju stare społeczeństwo obywatelskie.”

Należał do rewolucyjnego skrzydła partii, pod którego dyktando próbował ukierunkować całe ugrupowanie. Jeszcze w 1914 roku, na kilka miesięcy przed wybuchem wojny, deklarował, że jeśli europejskie mocarstwa zdecydują się na otwarty konflikt, na ich terenie wybuchną masowe powstania proletariackie, mające całkowicie zburzyć dotychczasowy porządek światowy.

Po paru miesiącach walk jego stanowisko uległo jednak całkowitej zmianie. Na łamach swojej dotychczas marksistowskiej gazety opublikował artykuł nawołujący rząd włoski do otwartego zaangażowania w konflikt. Jego nagły zwrot ideologiczny był tak zaskakujący zarówno dla jego zwolenników, jak i kolegów partyjnych, że doprowadził do ostatecznego wyrzucenia Mussoliniego z szeregów ugrupowania. Pacyfistyczny program Partito Socialista Italiano, krytykujący wojnę jako najwyższy wyraz konfliktu interesów burżuazji, nie widział w niej niczego, co mogłoby stanowić odniesienie dla poprawy życia europejskiego robotnika. Mussolini sprawę tę postrzegał jednak nieco inaczej:

„Naród nie zniknął. Wierzyliśmy dotąd, że przestał iść! Tymczasem widzimy, jak powstaje, żyje i kipi energią! I nie bez powodu. Nowa rzeczywistość nie stłumi prawdy: klasa nie może zniszczyć narodu.”

Protokół rozbieżności był zatem nie do pogodzenia. W 1914 roku pozbawiony członkostwa przyszły dyktator zakłada nowe czasopismo, „Il Popolo d’Italia”. Na jego łamach zaczyna zarysowywać tezy, które staną się protowzorcem przyszłych doktryn narodowosocjalistycznych.

W tym miejscu, w celach porównawczych, należy zatrzymać narrację i przenieść się do rzeczywistości PRL lat 80. i 90. To właśnie w tym czasie Grzegorz Braun, młody student polonistyki na Uniwersytecie Wrocławskim, działał w surrealistycznej, absurdalnej i anarchizującej organizacji – Pomarańczowej Alternatywie. Jej założyciel oraz główny „teoretyk” ideologiczny, Waldemar Frydrych, tak opisywał to, co stanowiło kręgosłup ich działalności:

„Nasza ideologia polega na braku ideologii. Żądamy wszystkiego i niczego jednocześnie. Domagamy się rehabilitacji bajek i uznania prawa każdego obywatela do bycia Mikołajem lub krasnalem, kiedy tylko ma na to ochotę.”

Alternatywa opierała swoją działalność polityczną na absurdalnych happeningach. Warto przywołać tu słynne rozdawanie podpasek w Dzień Kobiet zorganizowane przez jej członków, mające na celu podkreślenie nieudolności i hipokryzji władzy ludowej. Dogmaty PRL-owskie o równości płci i wyzwalającej naturze państwa socjalistycznego upadały w zderzeniu z niedoborami podstawowych produktów higienicznych. Absurdalna parodia tego zjawiska, połączona z pseudodoktrynalnymi manifestami, stanowiła idealną broń na skostniały, rdzawy i nieudolny system polityczny czasów słusznie minionych:

„Skoro nie można było mówić prawdy, zaczęliśmy mówić czysty absurd. Absurd stał się jedynym trafnym opisem PRL-u.”

To głęboko artystyczne, anarchistyczne i buntownicze środowisko stanowiło tło młodej, rozwijającej się dopiero tożsamości politycznej Grzegorza Brauna. Choć po latach sam zainteresowany zapierał się, deklarując, jakoby nietuzinkowe metody Alternatywy były dla niego jedynie racjonalną decyzją i „najskuteczniejszą formą oporu przeciwko systemowi opresji”, nie będzie przesadą stwierdzenie, że było zupełnie inaczej. Braun, człowiek o niewątpliwie głębokiej wrażliwości i wiedzy kulturowej, dał się wtedy ponieść formie aktywności politycznej będącej wyrazem postmodernistycznego nurtu krytyki wszelkich wartości. Idąc z ówczesnym prądem filozoficznym, prezentując w formie absurdu narzędzia funkcjonowania autorytarnego państwa, poddawał on krytyce fundamenty autorytetu.

Alternatywa czerpała inspirację z ogólnoświatowej, dadaistycznej tendencji XX wieku. W krajach wschodnich, takich jak Polska, uderzała ona w systemy komunistyczne. Na Zachodzie jednak popisy artystyczne poddawały krytyce kapitalizm i liberalne fundamenty wolnego rynku.

Bezpośrednią inspiracją dla Pomarańczowych z Polski byli holenderscy Kaboteurs (Krasnale). Za pomocą podobnych happeningów krytykowali oni konsumpcjonizm oraz sprowadzanie ludzkiej egzystencji do roli trybika w ogromnej maszynie, niemającej na celu realizacji naszych potrzeb, lecz akumulację coraz większego kapitału. Ruch ten zatem, mimo wyraźnie anty-PRL-owskiej postawy, był w istocie częścią światowego buntu przeciwko zastanym strukturom. Wspólnym mianownikiem dla obu tych ruchów były antytotalitarne, antydogmatyczne i antyestablishmentowe poglądy, których Braun – jako jeden z najaktywniejszych członków Alternatywy – był w pełni świadomy.

W latach transformacji ustrojowej Braun dokonał spisu własnego protokołu rozbieżności – tym razem z zafascynowanymi wolnością i liberalizmem elitami nowo powstającej III RP. Podczas gdy większość jego pomarańczowych kolegów rozwijała swoje polityczne i kulturowe kariery, Braun, obserwując ogrom ludzkiego cierpienia wywołanego transformacją ustrojową, popadał w coraz głębsze rozczarowanie. Dla niego oraz milionów ludzi liberalizacja i demokratyzacja państwa polskiego nie były szansą ani nadzieją na lepsze – były narodową zdradą, upokorzeniem i traumatyzującym skokiem na głęboką wodę bezlitosnego systemu, dającego szansę awansu jedynie nielicznym. Braun po latach, wspominając ten czas, surowo punktował ówczesne działania elit państwa:

„Transformacja gospodarcza lat 90. to nie żaden cud wolnego rynku, tylko ordynarny rabunek majątku narodowego i uwłaszczenie się bezpieki na gruzach polskiego przemysłu.”

Braun rozpoczyna wtedy karierę reżysera-dokumentalisty. Nagrywa materiały demaskujące hipokryzję, butę i arogancję ówczesnych elit. Podważa całościowo mit założycielski III RP. Jego opus magnum stał się film „Plusy dodatnie, plusy ujemne”, mający na celu ukazanie agenturalnej przeszłości Lecha Wałęsy – pierwszego prezydenta III RP i człowieka-symbolu nowego, neoliberalnego porządku.

Co zatem łączy włoskiego, radykalnego socjalistę z polskim studentem i organizatorem ulicznych happeningów? Ich protokoły rozbieżności, choć spisane w skrajnie odmiennych warunkach, mają jedną zasadniczą cechę wspólną: całkowite odrzucenie dogmatyki ideologicznej, podparte doświadczeniem jej niepraktyczności.

Ideały Pomarańczowej Alternatywy, mimo celnej krytyki systemu komunistycznego, nie znalazły odpowiedzi na bolączki transformacji ustrojowej. Choć nie bezpośrednio przyczyniły się do zmian, w dobie kryzysu ekonomicznego i kulturowego lat 90. rozpoczęły swój powolny proces wymierania, by ostatecznie zostać całkowicie zapomniane przez społeczeństwo.

Dla Mussoliniego swoistym „kubłem zimnej wody” stał się wybuch I wojny światowej. Dotychczas przesiąknięty materializmem Marksa, doświadczył nagłej mobilizacji narodowego ferworu. Jego światopogląd w zderzeniu z nagłym pobudzeniem sentymentu patriotycznego okazał się niepełny i nietrafiony. Wiara w determinizm, zderzona z rzeczywistością, upadła.

Początek drogi obu polityków splata się zatem w jednym kluczowym momencie – zachwiania wiary w dotychczas otaczające ich dogmaty. Treść wcześniej wyznawanych poglądów oraz metody ich realizacji nie mają dla wstępu do tego porównania żadnego znaczenia.

W głowach obu młodych działaczy politycznych zaczyna zatem kiełkować ziarenko skrajnie odmiennej myśli politycznej. Myśli fundamentalnie związanej z ich przeszłością, a jednocześnie stanowiącej jej całkowite wypaczenie. Myśli, której fundamentem staje się nie doktrynalność i dogmatyczność, lecz działanie, rozgłos oraz przede wszystkim nieustająca sprzeczność. Nad deskami ich politycznego teatru zaczyna unosić się zjawa grozy, spowita w brunatne szaty. Kończy się epoka rozumu, rozpoczyna zaś epoka przemocy.

„To nie ortodoksyjni strażnicy dogmatu, lecz heretycy i desperaci historii popychają świat naprzód.” – Benito Mussolini, 1914

„Gdy inni kalkulują, trzęsą się ze strachu przed opinią mediów i potulnie składają hołdy politycznej poprawności, ktoś musi wziąć gaśnicę do ręki. To nie jest teatr – to jest stan wyższej konieczności i akcja bezpośrednia.” – Grzegorz Braun, 2023

Praktyka faszystowska

Po przeanalizowaniu fundamentów myśli wodzów obu ugrupowań warto by podjąć próbę zdefiniowania tego, jak może ona w rzeczywistości występować. Kontynuując powyższą analogię, postaram się to uchwycić, rozpoczynając od przykładu włoskiego.

Mussolini nie przeszedł procesu transformacji politycznej z dnia na dzień. Jego poglądy ewoluowały pod wpływem osobistej obserwacji rzeczywistości, a wyznawany przezeń program – rozwinął się ze względu na szereg złożonych czynników. pierwotny sprzeciw wobec wojny argumentował faktem, że dzięki osłabieniu burżuazyjnych mocarstw szanse na „ruszenie z posad bryły świata”, ergo przeprowadzenie rewolucji robotniczej, drastycznie wzrosną. Ówczesna partia otwarcie odrzuciła to stanowisko, zmuszając go do ponownej rewizji poglądów.

Jego walkę klasową powoli zastępowała walka narodowa, odniesienia do materializmu i dziejowej konieczności proletariackiego buntu zastąpiła objawiająca się w jego tekstach wizja historii napędzanej czynem, bezpośrednim aktem przemocy (!) oraz nieustannym postępem. Początkową bazą popleczników stawali się sfrustrowani weterani I wojny światowej oraz zachłyśnięta włoskim futuryzmem młodzież. Ludzie z różnych światów, w przeszłości zupełnie apolityczni oraz niezdefiniowani, zaczęli nagle jednoczyć się pod czarną flagą Mussoliniego.

Flagą, która zdawała się powiewać jednocześnie w każdym możliwym kierunku. Deklaracje Mussoliniego były niejednoznaczne, kompletnie sprzeczne. Jego ugrupowanie, w początkowych manifestach, opowiadało się za postulatami rewolucyjnymi. Odrzucało istnienie własności prywatnej, głosiło potrzebę obalenia monarchii oraz całkowicie sprzeciwiało się strategii tzw. elektoralizmu (uczestniczenia w wyborach parlamentarnych).

Jednocześnie, pod wpływem różnych scenariuszy, w ciągu kilku miesięcy od wcześniejszych deklaracji na łamach „Il Popolo d’Italia” formacja Mussoliniego potrafiła zachowywać się w sposób z nimi drastycznie sprzeczny. Mimo wcześniejszych zapewnień o stricte rewolucyjnym charakterze formacji Mussolini błyskawicznie, po ogłoszeniu przedwczesnych wyborów w 1919 roku, utworzył pierwszą w historii listę parlamentarną faszystów.

Jego eklektyzm dotyczył również jawnej antyklerykalności, wyrażanej zarówno w socjalistycznych, jak i faszystowskich pismach Il Duce. Gdy wymagała tego sytuacja polityczna, poszedł on na ugodę z klerem, który z kolei uczestniczył później w jawnej legitymizacji jego władzy.

Warto wspomnieć również o roli króla, do którego Mussolini nie miał żadnego sentymentu. Mimo wszystko przez cały okres sprawowania władzy umożliwił mu komfortowe przesiadywanie na tronie, gwarantując mu spokojny żywot i symboliczny tytuł zwierzchnika sił zbrojnych.

Ostatnią wartą uwagi sprzecznością, dość istotną w zdefiniowaniu faszyzmu jako doktryny wiecznego paradoksu, jest stosunek Mussoliniego do własności prywatnej. Słyszymy dziś często o rzekomej lewicowości XX-wiecznych faszystów, mającej związek z ich spopularyzowaną maksymą „Wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciw państwu”. Zwolennicy historycznego rewizjonizmu często rozciągają tę tezę na skrajną przesadę, oznajmiając, że w państwie faszystowskim zaistniała doktryna socjalistyczna, tzn. państwowej kontroli nad gospodarką.

Jak wspominałem wyżej – początkowa „doktryna” faszystowska zakładała, w zgodzie z postulatami socjalistycznymi, całkowite zniesienie własności prywatnej. Z czasem jednak Mussolini, chcąc skorzystać z funduszy ofiarowanych mu przez wielki kapitał, dokonał ponownego „przejrzenia na oczy”. W okresie tzw. „biennio rosso” wyrzekł się rewolucyjnych postulatów, zawiązując z przemysłowcami oraz liberałami szeroki front antysocjalistyczny. Warto przypomnieć, że to właśnie z list liberalnych faszyści po raz pierwszy weszli do włoskiego parlamentu.

Analogiczny rozwój wypadków możemy zaobserwować, spoglądając na krótką, choć bujną w skandale historię polityczną Brauna. Za jego przełomowy moment – polityczny Rubikon, po którego przekroczeniu wszedł do masowej świadomości – uznaję zaangażowanie się w kampanię parlamentarną Konfederacji w 2019 roku.

W kontrolowanych jeszcze wtedy przez jego koalicjantów warunkach Braun rozpoczyna budowę własnego zaplecza politycznego. Jego program rysuje nam się z pozoru jako platforma silnego tradycjonalizmu zmiksowanego z neoliberalną koncepcją państwa-minimum. Konfederacja Korony Polskiej deklaruje się jako siła katolicka, skrajnie konserwatywna, patriotyczna oraz wolnorynkowa. Tak było na początku.

Dopiero po „rozwodzie” ze starą Konfederacją, w momencie wyborów prezydenckich w 2025 roku, pełen sprzeczności charakter strategii politycznej Brauna został całkowicie zdemaskowany.

Mimo wcześniejszych zapewnień o poparciu dla wyżej wymienionych idei w szeregu środowisk wspierających KKP oraz w samych strukturach partii funkcjonują postacie o całkowicie odmiennej linii ideologicznej. Warto w tym momencie wziąć na warsztat spopularyzowane na przestrzeni ostatnich miesięcy środowisko Rodaków Kamratów.

Mimo braku oficjalnego dokumentu programowego, korzystając z pojedynczych wypowiedzi przywódców tego ugrupowania, możemy postarać się o analizę podstawowych jego założeń. Warto ten fragment rozpocząć od uwag estetycznych, dotyczących symboliki wykorzystywanej przez Olszańskiego. Pojawiające się na oficjalnym umundurowaniu bojówki kamrackiej symbole pogańskie (takie jak kołowrót Swarżyca czy Toporzeł) są jawnym nawiązaniem do przedwojennej Zadrugi, doktryny fundamentalnie antyklerykalnej, antychrześcijańskiej i nacjonalistycznej. Dodatkowo sam Olszański, ale i wiele innych postaci w jego otoczeniu (Sebastian Pitoń, Mateusz Piskorski) wyrażają jawnie antyklerykalne poglądy w odniesieniu do współczesnego stanu Kościoła katolickiego. Na podstawie tego zauważyć możemy pierwszą sprzeczność, dotyczącą fundamentalizmu religijnego, pozornie zakodowanego w programie KKP.


Rozwijając kwestie estetyki mundurowej warto również przytoczyć samą koncepcję bojówki Rodaków Kamratów. Te ubrane w czarne mundury zastępy nie próbują nawet ukrywać inspiracji historycznych. Analogia do ,,czarnych koszul” Mussoliniego czy Mosleya sama nasuwa się na myśl. Odrzucam od razu potencjalną kontrargumentację do przytaczania tego przykładu, sugerującą jakoby to środowisko miało być jedynie marginalnym ułamkiem całej formacji. Rodacy kamraci zabezpieczają obecnie wszystkie wiece KKP, towarzyszą Braunowi na jego rozprawach sądowych oraz konferencjach prasowych. To jego ,,polityczne plecy”, a nie dobrane dla estetyki i wygody nieme tło.

Przechodząc od estetyki do gospodarki – państwo-minimum według Grzegorza Brauna oraz Romana Fritza nie zbiera wielkiego poparcia pośród ich własnych zwolenników. Wymienieni wyżej Rodacy Kamraci stoją twardo na pozycjach protekcjonizmu, etatyzmu oraz interwencjonizmu. Mimo postulatów likwidacji podatków dochodowych oraz prywatyzacji (?) systemu emerytalnego Jabłonowski opowiada się jednocześnie za „utrzymaniem narodowej własności nad polskimi przedsiębiorstwami”, ograniczeniem wpływów zagranicznych banków oraz podtrzymaniem na powierzchni polskich kopalń węglowych. To tezy jawnie sprzeczne z ideami państwa-minimum. Liberalna myśl zakłada i akceptuje ideę „państwa-stróża”, która całkowicie wyklucza wyżej wymienione przejawy interwencjonizmu.

Warto w tym momencie wspomnieć o sojuszu Brauna ze środowiskami korwinistów, którzy reprezentują najbardziej radykalną odmianę libertarianizmu w Polsce. Nie mają oni praktycznie żadnych wspólnych punktów programowych z wyżej opisanymi przeze mnie Kamratami, Pitoniem czy innymi znamienitymi postaciami środowiska KKP.

Poseł Włodzimierz Skalik, sekretarz partii Brauna, opowiadał się otwarcie za ograniczeniem wpływów zagranicznych korporacji, ochroną polskich kopalń czy blokadą dla wolnego przepływu handlowego towarów z Ukrainy lub Ameryki Południowej. Warto postawić sobie wobec tego pytanie: jak to się ma do z pozoru wolnorynkowej doktryny jego partii?

Konkluzja – eklektyzm i symbolika absurdu

Odpowiedź na zadane powyżej pytanie znajduje się na samym początku poprzedniego rozdziału. Zarówno program rewolucyjny Mussoliniego, jak i pozorna wolnorynkowość i tradycjonalizm Brauna w istocie nie są poważnymi politycznymi postulatami. To fata morgana, zwyczajny trik iluzjonerski, odwracający uwagę od rzeczywistości.

Pozycja zajmowana przez obie formacje nie wynika z przyjętej doktrynalnie ideologii. Nie wynika również z ich programów, w których na próżno szukać poszlak dotyczących rzeczywistego charakteru tych ugrupowań. Sugeruje to łatwość, z jaką Braun nagina własne deklaracje w celu zawiązywania kolejnych sojuszów politycznych. Nie sposób określić tego mianem pragmatyzmu politycznego, ponieważ pragmatyzm zakłada wypracowywanie kompromisu między ideami. Nie może być jednak mowy o kompromisie między klerykalizmem a antyklerykalizmem czy gospodarką wolnorynkową a etatyzmem. Współistnienie tych nurtów w jednym obozie politycznym to absurd – czysta kulminacja sprzeczności.

To, co definiuje zarówno Brauna, jak i Mussoliniego, to eklektyczny, niezrozumiały i chaotyczny sposób praktyki politycznej. W zależności od występującej potrzeby chwili obecnej potrafią manewrować przekazem tak, by zawsze znaleźć się w pozycji pozornych obrońców uciemiężonych.

Brak konkretnego programu politycznego, doktryna „działania” jako zmiany biegu dziejów ludzkości, łączenie w sobie wielu fundamentalnie sprzecznych nurtów ideologicznych – to właśnie podstawowe cechy, którymi możemy postarać się uporządkować systematykę myśli faszystowskiej.

Grzegorz Braun to przywódca korzystający z tradycjonalnej symboliki narodowej oraz religijnej, jednocześnie wspierający środowiska, które jawnie je krytykują bądź uważają za kompletnie niepotrzebne. Polityk pozbawiony konkretnego programu politycznego, opowiadający się za postulatami antysystemowymi, niemający jednocześnie żadnej skonkretyzowanej wizji tego, jak mógłby wyglądać jego własny system.

Jest to przede wszystkim polityk, który przyciąga kamerę intensywną, hollywoodzką wręcz akcją. Różnego rodzaju incydenty chuligańskie, walki z Chanuką oraz sejmowymi wystawami – to element spektaklu, mającego na celu wywołanie tych samych reakcji, co stosowana przez czarne koszule Mussoliniego przemoc.

Wszystkie te cechy wspólne, opisane przeze mnie wyżej, nasuwają na myśl jednoznaczną konkluzję. Według przyjętych i zbadanych naukowo definicji Braun spełnia warunki do tego, by nazwać go politykiem faszystowskim, a już na pewno faszyzującym.

Dowodzi tego jego praktyka strategii politycznej, wykorzystywana symbolika oraz mechanizmy polityczne, odwołujące się do tradycjonalizmu, konserwatyzmu oraz patriotyzmu – niemające z tymi ideami u źródła nic wspólnego.

Wszyscy wiemy, co stało się we Włoszech, gdzie liberałowie za późno zdali sobie sprawę z zagrożenia faszyzmem, oddając w ręce Mussoliniego władzę totalną nad parlamentem. Wszyscy wiemy, do czego brunatne tendencje doprowadziły w Niemczech, Hiszpanii czy w całej Europie.

Nie mogę zdecydowanie stwierdzić, czy to samo czeka nas teraz. Jak wspominałem jednak na początku – mogę jako człowiek pewne fakty zauważyć, analizować oraz łączyć. Mówi się, że historia nigdy się nie powtarza, lecz rymuje. Mam głęboką humanitarną nadzieję, że i tym razem człowieczeństwo, solidarność ludzka oraz zwyczajna przyzwoitość zatriumfują nad tymi, którzy dziś tak cynicznie żerują na naszych najniższych społecznych instynktach.

Apeluję do Was, czytelnicy, jeszcze raz, byście nie przechodzili obok tej sprawy obojętnie, żebyście nie pozostawali ignorantami wobec narastającej fali przemocy, nienawiści oraz braku zaufania, która powoli zaczyna spowijać nasz kraj. To wszystko nie urodziło się z przypadku, nie jest efektem żadnej wrodzonej wady ani charakteru narodowego. To powolny proces rozkładu, historycznie udokumentowany, który – jak pokazała nam historia – może prowadzić do katastrofalnych, tragicznych dla społeczeństwa skutków.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wordpress Social Share Plugin powered by Ultimatelysocial
Przewijanie do góry